Dziwne Tabletki - komiksy, felietony, zwyrodniałe akcje i cała banda debili...
Strona gówna Zwyrols Squad śmierdzące Archiwum Forum Download Linkin' park sam se Sklep


Atak na bazę >
Tak, kliknij TUTAJ po więcej info
O co tu kurwa chodzi? Kliknij na debila to się dowiesz...

K.S. Rutkowski & Sado colabo







Zapach Asfaltu
Kaszuby welcome to
Najnowszy shitNext!Sprawdź, co przegapiłeś, bo piłeśPierwszy komiks wysrany z naszej dupy EVER
3 słowa od...
SAME OLD SHIT
left click 4 moron's bio & stats
acid green shit

Przełom roku skłania do podsumowań, na które mam wyjebane.
W ramach autoanalizy spojrzałem w archiwum. I co spostrzegłem? Głównie litery, trochę cyfr. Wynika z nich bezsprzecznie, że mijający rok był dla Dziwnych Tabletek okresem pełnym sprzeczności (ojej!).

      Coming sooner then you think

22 stycznia 2007

UPDATE: Fajne lachony i konkretnych pojebów z Trójmiasta i okolic informujemy o kolejnej kolabo-wystawie Sado i K.S. Rutkowskiego - Ladies NO Gentlemen. Lans odbędzie się zasadniczo w najbliższą sobotę 27 stycznia w FAKTORIA Queer Club. Start 21:00.

Na miejscu będzie można pośmiać się z pedałów, obejrzeć zdjęcia, kupić "Brudne historie" w atrakcyjnej cenie, a także wypić (niejedno) bro/wino z samymi autorami w postaci Sado i Rutka. Oraz z Frankim w ramach przystawki. Czyli DT finest prawie w komplecie. Na początku będzie pewnie trochę sztywniacko, ale po kilku łykach rozluźniających zwieracze, zrobi się miło i przyjacielsko.

Kwestia wjazdu wygląda tak, że jest wyjątkowo za free.

Oficjalna zapowiedź: www.faktoria.net
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

 

05 stycznia 2007

Z jednej strony tylko 3 apdejty (wstyd nam w pupę), a z drugiej gwałtowny rozwój forum, budowanie community pojebów i gwałtowny przyrost liczby piszących autorów. Może w 2007 będzie więcej aktualizacji, czego wam i sobie życzymy pozdrawiając jednocześnie wasze mamy. Domyślcie się w co i jak głęboko.

Crapologiczne forum Dziwnych Tabletek i City Vomiters nie było by tym, czym jest (przypadkową zbieraniną degeneratów maści wszelakiej), gdyby nie ciekawe osobliwości, a nawet osobistości, zaludniające je. Wieść niesie, że nawet nasz kolega, pisarz K.S. Rutkowski potajemnie czyta forum masturbując się przy nim namiętnie i czerpiąc inspirację do dalszych książek. Można nawet posunąć się (albo koleżankę obok) o stwierdzenie, że niektórzy userzy przeszli na wyższy poziom świadomości. Dostąpili Olimpu, spenetrowali miejsca przeznaczone do tej pory wyłącznie dla Zeusa, Ateny, Herkulesa, Billa Gatesa i całej tej bandy.

Uznałem, że warto rozpocząć cykl poświęcony co bardziej świecącym gwiazdom forum. Niestety, (jeszcze) nie porno-gwiazdom. Ich sława nie łączy się z powszechnym uwielbieniem, lizaniem jaj od nasady pindola po sam rów. Część z tych postaci może być nawet znienawidzona, co nie zmienia faktu, że podgrzewają ogólną atmosferę dyskusji (czytaj: obrzucania się mentalnym błotem, kałem i wymiocinami - te ostatnie tylko jeśli ktoś zasłuży). Trzeba ich po prostu znać, jeśli jest się na forum.

Nasz cykl rozpoczynamy od najbardziej kontrowersyjnej postaci.
Panowie i dziwki, przed wami... KOTLET!

Kim jest naprawdę Kotlet wiedzą tylko wybrańcy. Dla ogółu pozostaje niedorozwojem wsadzającym swojego pindola w morskie stworzenia, zwane powszechnie kaszalotami. Upublicznieniem swojego zboczenia zwrócił na siebie uwagę całej formowej braci. Od tej pory każdy wiedział, kim jest Kotlet.Tylko który to chuj?

Oprócz zamiłowania do oceanicznej fauny, Ludzka Chabanina interesuje się bardzo aktywnie chemią w postaci dziwnych tabletek. Głównie medykamentami na kaszel. Dzięki niemu mogliśmy dowiedzieć się, że płyn do odgrzybiania cip to bardzo oszczędna a zarazem dobrze wkręcająca filmy na banię substancja. Spożywajcie na własną odpowiedzialność.

Kotlet nie spoczywa na laurach. W swojej tajnej bazie na Śląsku knuje skomplikowane intrygi. Czasami przegina pałę i sam staje się ich ofiarą. Tak było m.in. w największym do tej pory dissie Kotlet versus Arkady. Jadąc na sławie, Mielony wyrwał mamę Arkady'ego, posiadł ją w sensie odtylnym po czym napoił cumshotem. Dzielny syn ruszył w obronę mamusi, sprytnie zdobywając prywatny domowy numer Kotleta i gnębiąc jego i całą rodzinę dziesiątkami telefonów dziennie! Pouczające doświadczenie.

Jak widzicie, historia jest naprawdę wciągająca i na poziomie. Wierzę, że to nie koniec perypetii rodzinnych i mam nadzieję, że ten tekst przyczyni się do pchnięcia wojny i mamy na nowy poziom. Kto wie, może Arkady będzie wystawał pod blokiem i rzucał kamieniami w szybę?

Jakkolwiek dla ludzi z forum Kotlet stanowi wyłącznie mistyczne doznanie, mi udało się uszczknąć nieco więcej z jego prywatności. Dowiedziałem się na przykład, że obecny image facjalny Kotleta stanowi wyraz ubóstwienia dla Zwyrola. Wujek Zet jako trendsetter? Czemu nie! Bródka a'la Zwyrol ma być w 2007 prawdziwym szałem.

Wrogów Kotleta ucieszy zapewne informacja, że jest on czarną owieczką, zakałem rodziny. Jego bracia mają firmy, żony i kochanki, a on ma poplamione prześcieradło i 5 ikon na pulpicie ze skrótami do każdej części Herosów. Ostatnio próbował kariery jako listonosz, ale w związku z opuszczeniem miejsca pracy i przywłaszczeniem najwyraźniej nie swoich dokumentów był chwilowo poszukiwany przez policję. Nie trzeba dodawać, że jego kariera torbonosza została szybko zakończona. Kotlet jest aktywnie działającym CityVomiterem. Prawdopodobnie niedługo dostąpi zaszczytu oficjalnego wstąpienia do organizacji. Urzekające było, gdy próbował wyrzygać się przede mną via Skype. To ujmujące za pindola, że jedni wymyślają kretyńskie dogmaty, a inni wcielają je w życie ryzykując zakrztuszeniem się wymiocinami.

Na przedstawienie tak złożonej, pełnej sprzeczności osoby jak Kotlet nie wystarczy kilkadziesiąt zdań. Zapewne usłyszymy o nim jeszcze nie raz i mam szczerą nadzieję, że nie tylko przy okazji rozdania nagród Darwina.

Pozdrowienia pisane z detoxuA co słychać w Zwyrolslandzie?

Jak widać poniżej, całkiem dużo. Sado jak zwykle nie omieszkał wygarnąć motłochowi, może troszeczkę zapominając, że najostrzejszą bronią jest szyderstwo i ironia, a niekoniecznie święte oburzenie. Anyhał, pasztety dostały za swoje, a to najważniejsze.

MADness odchodzi od poważnych dysput filozoficznych na rzecz małych przyjemności, czyli elegancko spreparowanych drinków. Z początku idee prezentowane w Zrytych Beretach mogą wydawać się nieco kontrowersyjne, ale z biegiem czasu okazują się słuszne. A przy okazji... jeśli w okolicach Opola są jakieś lachony gotowe do obsługi pały MADnessa... to nie krępujcie się pisać, dziewczyny! Kolega jest wolny, chętny i jak najbardziej łatwy. Lachonie, możesz na przykład towarzyszyć znanemu autorowi DT na spacerze koło zoo i zrobić mu dobrze ręką na ławce w parku. Albo obrobić trzona ustami pod znanym opolskim klubem. Absolutnie teoretyzując. Po prostu, możesz to zrobić. Wystarczy napisać. Bo bez dupy chłopaczyna zapije się wkrótce na śmierć. I kto przejmie po nim Zryte Berety? Nikt, kurwa!

Kolejny do odstrzału jest Nugat27. Cóż, ziomuś ma poważne obsesje związane z Układem, komuchami i ogólnie te klimaty. Może słusznie, może nie, w każdym razie śmiesznie. Wreszcie ktoś dojebał kwaśnym dziwkom prosto w ryj, najwyższy na to był czas. No i ma wyjebane na papieża, NASZEGO papieża! Dodatkowe punkty lansu biją.

Na deser Nasz Wuj, Wasz Wuj, Woyti. Spójrzcie, doceńcie jak gładko przechodzi o tematyki fekaliów do umierania na raka. Jak poetycko, jak lekko, jak przyjemnie, dowcipnie, zaczepnie! Nic tylko, łykać! Toż to prawdziwy, właściwie na wpół oszlifowany diament. Szkoda, że bycie zwykłą korporacyjna dziwką podcina mu skrzydła. Miejmy nadzieję, że tylko przejściowo.

A co ze Zwyrolem, pytacie? Po staremu. Gdy piszę te słowa znajduje się pomiędzy zakładem wypoczynkowym na Szadułkach a monopolowym na Orunii. Bycie alkoholikiem-degeneratem dobrze mu służy. Trochę przegapił nadejście nowego roku, więc ma usprawiedliwienie, żeby łoić dalej, bez bawienia się w postanowienia.

A generalnie odwalamy starą stałą robotę. Rzeczywistość skrzeczy i ktoś musi to pokazać, czasami obsrywając pół miasta. Wyśmiać głupotę, zaściankowość, schematy, ograniczenia. Generalnie, tym się zajmujemy. Masz już wizytówkę?

Swoje 5 minut bezwstydnego lansu na Tabletkach jak zwykle wydębił kolega K.S. Rutkowski. Nie da się ukryć, że jego kariera frajera zmierza najwyraźniej w dobrym kierunku, skoro zasiadł na kanapie u Wojewódzkiego... a nie, kurwa!, coś mi się popierdoliło. Dopiero zasiądzie. Póki co, wydaje reedycję swojego undergroundowego zbioru opowiadań Kryminał Tango. Rzecz jest na tyle ciekawa, że jakiś chuj (tym razem chuj w pozytywnym sensie) pokusił się o kolejny wywiad z Panem K.S.R. Wywiad dość wnikliwy, żeby nie powiedzieć dogłębny, żeby nie powiedzieć analny. Ale nikt tego nie mówi przecież. No, w każdym razie każdy, kto łyknął z garnuszka spermy K.S. Rutkowskiego powinien być zainteresowany lekturą. A ci w was, biedni idioci, którzy tej twórczości literackiej jeszcze nie zasmakowali, winni udać się czym prędzej tutaj i kupić Brudne Historie. W tym momencie można ją nabyć bezpośrednio w wydawnictwie za 12 ziko + przesyłka. Zważywszy już choćby na samą jakość wydania (nad którą spuszczałem się jakiś czas temu) są to żadne pieniądze.

W ramach samopomocy chłopskiej przypominam też o książce Zapach Asfaltu kolegi Nugata27, niejakiego Gluja, która drąży mózg absurdem niczym jebitne wiertło. Tak to już się robi, że Dziwne Tabletki przyciągają ludzi intelygentnych... na swój specyficzny sposób.

Kram zamykam standardową mantrą: kupujcie koszulki i inny DT-shit. Zresztą możecie zamówić sobie koszulkę z dowolnie głupim napisem wedle własnego projektu. Robimy wszystko, jak małe dziwki. Mówisz - masz. Wystarczy wysłać maila.

Wizja artystyIdioci w Liverpoolu, part IV

MADness: Innym dość stałym elementem angielskiego krajobrazu są wszechobecne ludzkie grube świnie, za grosz nie posiadające dobrego smaku i nie uznające słowa "samokrytyka". Ubierając się obciśle eksponują zwały tłuszczu na brzuchach i biodrach. Podwójne, czy wręcz potrójne podbródki są także dla Angoli charakterystyczne. Utrudniają one jednak znacznie komunikację, gdyż szukając na próżno ust nad dolnym podbródkiem, człek dostrzega podbródek środkowy, by wreszcie dotrzeć do właściwego (ileż komplikacji przy robieniu loda?!!). Szkoda, że powyższe wywody dotyczą głównie angielskich kobiet, jeszcze większa szkoda, że częstokroć młodych. Młode utuczone maciory, w krótkich, różowych szmatkach, pokryte grubą warstwą samoopalacza budzą raczej odrazę i chęć ukrócenia im męczarni na tym ziemskim padole, niż chęć bliższego i głębszego, czy wręcz dogłębnego, zapoznania się. Kobiety naprawdę ładne, zgrabne i umiejące wyeksponować swe atuty, a nie tylko wady, to prawdziwa rzadkość. Gdy się już jednak uda spotkać takową, jest ona zazwyczaj obcokrajowcem, co potwierdza jedynie zasadę, że kobieta z Anglii to niezły pasztet lub raczej pudding (to i to chujowo wygląda, jest tłuste i puszyste). Mi się rzygać chce na widok tych baleronów, a Tobie Towarzyszu?

Franki: Obrzyganie przez nasze słowiańskie układy pokarmowe byłoby dla tych anglikańskich macior niezasłużonym wyróżnieniem. Którego nigdy nie doświadczą, należy dodać. Będąc jednakże ciutkę bardziej obeznanym w świecie zmutowanych tłuściochów nie mogę nie przypomnieć o Stanach Zjednoczonych Grubasów, które poziomem zatłuszczenia przewyższają United Zwyrodniałe staruszki postrachem Angoli! Kingdom o mile. Po powrocie do ojczyzny naszych ojców doświadczymy zapewne nieopisywalnego oczopląsu i kręciogłowia połączonego z uspokajaniem pały. Oczywiście wyłącznie w dalekiej przenośni, bo będąc chłopakami już zajętymi, jakieś głupie suki nas przecież nie obchodzą, co nie? (ale te spasione fryzjerki leciały na ciebie, ziom!).

MADness: Jasne, że nie obchodzą, gdyż pewne dwie atrakcyjne polskie dziewczyny mają nas już w kieszeni, pod obcasem i na obroży [w przypadku MADnessa jest już to nieaktualne ;-) ]. Żadna UK_bitch, czy też PL_bitch (po powrocie), nie zmieni tego stanu rzeczy. Jednakowoż... wywody nasze są przecież czynione dla dobra nauki. Kończę jednak wątek dziwkarski, gdyż nie chcę mieć koszmarów żadnych, a i Tobie ich nie życzę, szczególnie z tymi lochami angielskimi w rolach głównych. Na zakończenie powiem tylko, że ograniczenia, pewne bariery - szczególnie dotyczące kategoryzowania ludzi na kobiety i mężczyzn, na osoby atrakcyjne i obleśne - legły w gruzach. W kwestiach tych coraz więcej jest teraz odcieni szarości, a nie tylko czerń i biel z prostą i wyraźną granicą. Zaiste bolesny to progres rozwojowy.

Franki: Twe mądre słowa niewiele mi mówią, bo mój rozwój umysłowy zatrzymał się na początku podstawówki, co mógłbyś zapamiętać, aby zaoszczędzić mi wstydu na przyszłość. Nie mając już nic mądrzejszego do powiedzenia w materii baleronów i innych podrobów mięsnych przejdę zatem zgrabnie niczym słoń na łyżwach do kolejnego wątku jaki wart jest wspomnienia.

A będzie nim nic innego jak niezrozumiała dla nas, Polaków, grzeczność jaką okazują nam i sobie nawzajem Angole. Wiem, to podejrzane, że wychodząc z autobusu dziękuje się kierowcy za jazdę, albo że przepuszcza się ludzi na ulicy nie taranując ich uprzednio. Nie wspominając już o tym że ludzie nie wciskają się do środków komunikacji miejskiej na chama. Niby bez sensu, a jednak skutkuje. Totalnym szokiem było przyjęcie nas do sąsiedzkiego grona w na oko mało sąsiedzkiej dzielni zwanej Anfiled...

MADness: Anfield jest rzekomo strefą dość niebezpieczną. Główne ulice są jeszcze znośne, przynajmniej w dzień. Jednakże boczne, często ślepe, są doprawdy zajebane mętami, menelami, bezrobotnymi Angolami i szczylami. Wszystkich ich charakteryzuje rozdarta morda i nieufne spojrzenie. Na szczęście nie są oni solą tej angielskiej ziemi i nie dominują także w Anfield, gdzie przyszło nam mieszkać. Mamy wspaniałych sąsiadów, którzy mają totalnie wyjebane na fakt naszego pochodzenia. Nie jesteśmy więc dla nich bandą Polaczków, którym należy się pogarda i niechęć. Pożyczają nam artykuły AGD, bez lęku iż potraktujemy je jako pamiątki z Anglii. Pokazują nam co, gdzie i jak załatwić, aby mieć np. wodę i prąd. To doprawdy ujmujące za pindola!

Ale to nie tylko rzecz sąsiedzkiego dobrego wychowania. Angole są z założenia skrajnie uprzejmi i kulturalni (wyjątkiem jest już wspomniane syfiarstwo, które za szczyt kultury uznać trudno). Obrazując ten fakt - gdyby im np. strzelić z broni palnej powiedzmy w twarz, to wycharczeliby ostatkiem sił przeprosiny za rozbryzg krwi, hałas i za to, że w ogóle przepraszają miast leżeć i zdychać w ciszy... To doprawdy ujmujące! "Przepraszam", "dziękuję", "proszę", "witam", "żegnam" - to hasła wypowiadane wszędzie, ciągle i częstokroć pozornie bez sensu. Jednakże po kilku dniach przebywania między wronami, człek zaczyna srać tak jak one. I w moim mniemaniu jest to nawet przyjemne. Gdy jednak się człowiekowi zaczyna ulewać tym całym angielskim dobrym wychowaniem, to zawsze może zacząć siać bluzgi w naszym ojczystym języku, wzbudzając pogodne zainteresowanie nieświadomych niczego Angoli.

Franki: And that would be all, folks! Przez ostatnie cztery apdejty wykładaliśmy wam doznania z naszych wakacji 2005. Jak ten czas zapierdala. Jeszcze czuję smak wina łojonego pod śmietnikiem, a tu już półtora roku. Ja pierdolę...

A tu spojrzycie na Liverpool okiem i obiektywem Frankego, czyli mnie samego.

czekam na wasze zjebane opinie
   

Co z tą Polską, kurwa?
FIN DE SIECLE
Parę lat temu skończył się XX wiek. Z historii wiemy, że schyłek wieku niesie ze sobą różne dziwne zjawiska. Upadek wartości, zwątpienie w sens panującego porządku, dekadencję, ogólnie rzecz biorąc: nic dobrego. Ale byliśmy na to przygotowani, bo przecież historia mówi, że to normalne zjawisko.

 

 
    05 stycznia 2007

Nie dziwią więc ciągoty ludzi do narkotyków, chęć autodestrukcji, tatuowanie się, przekłuwanie wszystkich części ciała, robienie sobie blizn, upiększanie operacjami plastycznymi, zmienianie płci itd. Dekadencja to dekadencja.

Ale dziwi, przynajmniej mnie, ogólny upadek obyczajów i wymieranie kultury, inaczej mówiąc: skurwienie i zeszmacenie wszystkiego.
Proszę włączyć telewizor albo radio, a wszystko stanie się jasne. Kretyni prowadzą teleturnieje dla debili, inne bezmózgi robią reklamy dla idiotów, teleturnieje od upośledzonych dla niedorozwiniętych, a seriale to już rekord debiliady, skretynienia i jednocześnie definicja zera absolutnego.

Ten swoisty triumf zidiocenia nad rozumem oglądają coraz młodsi, bo nie ma nic innego i to dla nich normalna rozrywka. Sytuacje w telenowelach są tak sugestywne, że nawet w życiu nie jest tak wiarygodnie. Poza tym: gdzie są aktorzy? Ci, co w tych serialach występują to niepełnosprawni umysłowo akwizytorzy, którzy nie potrafią nawet wyraźnie wyrecytować swojej kwestii. Serial pokroju "Kariery Nikodema Dyzmy", będący majstersztykiem aktorstwa, aranżacji wnętrz, strojów i muzyki nie powstanie już nigdy. Teraz mamy "M jak miłość", "P jak plebania" oraz "Rzet jak rzygi". Tylko nie mylcie "Kariery Nikodema Dyzmy"- serialu z lat 70-tych XX wieku z Romenem Wilhelmi z "Karierą Nikosia Dyzmy", nakręconej już w XXI wieku, w której "gra" superaktor, niejaki Cezary Pazura.

Historyjki o rodzinie mieszkającej na wsi, o szpitalu pełnym miłych lekarzy /gdzie tak jest, kurwa?/, o dobrym księdzu, który wcale nie jest pedofilem, ale kocha tylko Boga i pieniądze nie mają żadnego znaczenia lub o fascynującej pracy dziennikarzy jakiegoś szmatławego brukowca.

I siedzą ci biedni, głupi ludzie wiodący bezbarwne żywoty i gapią się na pasjonujące historie z życia ekranowych marionetek.
Okazuje się ponadto, że dla społeczeństwa, w którym zajebisty procent stanowią wykarmione kartoflami, mielonym mięsem i parówkami spaślaki, które kształtem przypominają hamburgera, a konsystencją pasztet, najważniejsze są wiadomości sportowe. Sport co pół godziny w każdej pierdolonej stacji radiowej i szesnaście razy dziennie na każdym skurwiałym kanale telewizyjnym. O kulturze mówi się tylko wtedy, gdy umrze jakiś artysta. Poświęca mu się dwuminutowy blok wspomnieniowy i do piachu, chuju! Żebyśmy więcej o tobie nie słyszeli!

Tylko nie mówcie mi o kanale TVP Kultura. To tylko jeden kanał, niedostępny wszędzie i ma się nijak do ilości wiadomości sportowych na kanałach telewizji publicznej i komercyjnej. Chodzi o pieniądze, jasne. Ale przecież sztuka, choćby sama muzyka to ogromny rynek, wielkie pieniądze i ogromne wpływy z reklam, więc już nic nie rozumiem. Raczej nie doczekam się informacji w jakichkolwiek wiadomościach, że właśnie w tej chwili Rolling Stones gra w Pradze, a Marilyn Manson nagrywa nową płytę. Pewnie chodzi o to, że bójki hokeistów, napierdalanki piłkarzy i boks są bardziej etyczne niż Marilyn Manson, który słusznie drze biblię katoli na kawałki.

Kilka ciepłych słów należy się też reklamie. Sympatyczny tatuś-debil pije aspirynę, za sekundę już jest zdrowy i wychodzi z pieskiem, bo mu żona każe. Albo miła pani-kretynka zachwala proszek tak, jakby pranie było całym jej życiem, bo przecież białe skarpetki jej synka-idioty teraz są jeszcze bielsze. Poza tym w reklamie każdy produkt jest najdoskonalszy i ulepszenie go jest niemożliwe, bo banda superprofesjonalistów latami pracowała, żeby na rynek wypuścić najlepszy towar. Więc reklamowanie kilka tygodni później tego samego produktu, który TERAZ JEST JESZCZE LEPSZY, jest niczym innym, jak stwierdzeniem, że poprzednia wersja była zła. Jak więc można było wciskać ludziom coś, co było złe? Błędne koło. Mam wrażenie, że ktoś chce zrobić ze mnie wała.

Przy teleturniejach napomknę tylko, że o tytuł Debila Wszechczasów wciąż walczą Karol Strasburger i jego "Familiada" i Robert Janowski z "Jaka to melodia". Ostatnio rywalizuje z nimi Katarzyna Skrzynecka, wiecie pewnie skąd i ona chyba wygra, bo łączy w sobie rytm życia, rytm zdrowia, rytm smaku i rytm pasztetu, ale mocno, porządnie, dobrze przysmażonego. "JEDZ PASZTET - BĘDZIESZ WIELKI". Tak wygląda żywa, zdrowa KOBIETA /?!?!?!?!?!/ pełna dobrego smaku. Ilustracja poniżej.
Pasztet reklamuje pasztety. Wicked!
Odrębną sprawą jest to, kto bierze udział w reklamie. Przykład sportowca, który potrafi jedynie biegać po trawie za piłką i tak jakoś dźwięcznie się nazywa - Zydel Zidan, czy jak, i za ogromne pieniądze trafia na billboardy na całym świecie ku uciesze milionów frajerów jest tu bardzo na miejscu. A utalentowaną Katarzynę Skrzynecką już zaprezentowałem.

Punkt wyżej stoją reality shows. Tam są przecież prawdziwe historie, dramaty, uczucia, bo wszystko dzieje się na żywo. George Orwell w książce p.t.:" Rok 1984" nakreślił obraz społeczeństwa śledzonego przez kamery 24 godziny na dobę. I była to fikcja literacka. Świat zafundował mu nagrodę i zrealizował to na żywo, ale w ulepszonej wersji. W XX wieku w książce ludzie nie byli szczęśliwi i chcieli wyrwać się z tego obłędu. W XXI wieku w życiu ludzie pchają się to takich programów i chcą być śledzeni przez szklane oko nawet w toalecie. Fascynujące! Gatunek homo sapiens rzeczywiście rozwija się.

Trochę uwagi chciałbym poświęcić muzyce. I to chyba niekoniecznie megarockowym supergrupom typu Linkin Bizkit, czy ekstremalnym "punkom" z Tokio Hotel, które są zwykłymi boysbandami z naboru. Powstały na zasadzie: weźmy jednego blondyna, jednego macho bruneta, jednego azjatę, jakiegoś mulata, kogoś z dreadami. Im więcej ich będzie, tym łatwiej trafimy do nieprzebranych rzeszy tępaków. Ale dajmy im gitary, bo tych pedziów, co tańczą już wystarczy. Opierdolmy ten band kretynom jako złych chłopców rock'n'rolla. Teraz, a właściwie zawsze jest na to moda. Ale nieważne. To wszystko jest jasne.

Na początku XXI wieku ludzie zdebilowacieli do tego stopnia, że nie potrafią napisać własnej piosenki. Cover versions istnieją tyle, co ten doskonały świat. Ok. Elvis Presley śpiewał covery, Rolling Stones zaczynali od wykonywania czyichś utworów. W porządku. Tylko, że w zamian za to dali światu niezliczoną ilość genialnych utworów. WŁASNYCH utworów. Dzisiaj nikt już nie przejmuje się tworzeniem. Robi się sampla, przyspiesza, wzmacnia beat, dodaje rapującego czarnucha ciężkiego od złota i gwałci się piosenkę, którą ktoś kiedyś zrobił dobrze.

A videoclipy? Nie mają już fabuły, treści, opowieści, sensu, czy czego tam, kurwa, jeszcze. Czarnuch musi być. Z jointem. Przepraszam: z blantem. Mega wykurw bryka. I całe stado silikonowych szmat. Część zdjęć w kiblu, część pod stołem, część na zapleczu knajpy oświetlonej jarzeniówkami, kamera wjeżdża miedzy silikon i pośladki. I BOUNCE! Wszystko rozmyte, przejaskrawione, nieostre, rozdygotane. Wszystko miga i skacze. Silikon, czarnuch, złote łańcuchy, bryka, blant, bounce, silikon, szmata w kiblu.i mamy videoclip.
Kiedyś nawet pornole miały więcej fabuły, sensu i finezji.

No i wreszcie doszliśmy, do momentu, w którym nawet nie jest już potrzebny wykonawca. W latach 80-tych XX wieku stworzono postać o nazwie: Max Headroom / www.maxheadroom.com / Był to wirtualny koleś, który pojawiał się w reklamówkach, różnych programach telewizyjnych i videoclipach niektórych dziwaków, np.: The Art. Of Noise. Ale to był przejaw fascynacji technologią, jej możliwościami, zachłanne poszukiwanie czegoś nowego w celu stworzenia nowej wartości. Brzmi patetycznie? Możliwe. A jak brzmią cudowne twory XXI wieku, takie jak Crazy Frog, albo ostatni megahit sezonu - Holly Dolly?
To niemożliwe, ale świat kocha to coś, co nawet trudno nazwać ścierwem. Proszę, poniżej kilka opinii na temat Holly Dolly wziętych wprost z czatu. Wierzcie mi, to kilka postów pierwszych od góry, nie wyselekcjonowałem ich z miliona.cześć holly dolly dolly song jest super mekodia i głos normalnie extea pozdrawiam fszystkich !!!!!!!

Ja myślałem że HOLLY DOLLY jest fajna...ale ona jest boska... pozdro dla KACPRA...:-)

miodzio teledysk;P...koffam was;* muua;*

KOCHAM HOLLY DOLLY! TO MOJA ULUBIONA PIOSENKA! A TELEDYSK MA ZABUJCZY:)
Może ktoś jest w stanie zrozumieć w jakim języku piszą ci ludzie. Ja nie. To chyba jest po prostu język Holly Dolly.

Jak patrzę na to wszystko, to mam wrażenie, że całym tym burdelem steruje jeden okrutnie inteligentny i przebiegły człowiek. Nazwę go Wszechmogący Władca albo może lepiej zabrzmi: Wielki Brat. /" WIELKI BRAT PATRZY" - cytat z powieści George'a Orwella - "Rok 1984"/. I w momencie, kiedy zorientował się, że 99% ludzi to kretyni albo debile, to postanowił się zabawić ich kosztem. I wymyślił te seriale, reality shows, teleturnieje, jeszcze nie wierząc, że ktoś może być tak głupi i to kupi /niezły rym/. Kupili. Płyty dvd, dzwonki, loga do telefonów, t-shirty, breloczki, plecaki, kurwa, wszystko. Więc stopniowo zaniżał poziom produkcji, bo po co wydawać pieniądze na studia telewizyjne, stylistów, aktorów, jak można stworzyć wspomnianych Crazy Frog i Holly Dolly na pececiku za tysiąc złotych.

Wszystko wskazuje, ze następnym krokiem Wielkiego Brata będzie postać o nazwie BIG NOTHING, której płyty zawierać będą 80 minut ciszy, a videoclipy będą czterominutowymi emisjami absolutnej niemej czerni. Pobłogosławię ten moment i kupię wszystko: oryginalną plytę cd w sklepie "nie-dla-idiotów", zamówię przez Internet specjalną, podwójną edycję dvd, logo, dzwonek, desktop do komputera, t-shirt, plecak, nawet majtki dla mojej żony, pod warunkiem, że nie będą to stringi. Na koniec pójdę na koncert BIG NOTHING, a nawet zdobędę bilety w sekcji vip. Wejdę do ogromnej sali wypełnionej dziesięciotysięcznym tłumem wpatrującym się w czarny telebim przy absolutnej ciszy i rozpłaczę się ze szczęścia, że tak daleko zaszedł gatunek homo sapiens.

czekam na wasze zjebane opinie
   
wyślij swoją debilną opinię do debila portfolio Sado
  Zryte Berety
SHAKER Z OBCIĘTEGO ŁBA
left click 4 moron's bio & stats
  fioletowe coś Ostatnio spotkałem się z zarzutami, iż mój dział Zryte Berety jest dla Was, Drodzy Zjebani Czytelnicy, zbyt skomplikowany. Ponoć nadmiernie bawię się w filozofowanie i odjeżdżam czasem zbytnio w kierunku pseudointelektualnego bełkotu. Cóż - zawyżanie standardu wypowiedzi pozostawię zatem Frankiemu, Sado, Rutkowi i chuj wie komu...
      05 stycznia 2007

Osobiście uderzę w tematykę nieco bardziej przyziemną, byście cokolwiek skumali z DT. Dzięki temu prostemu zabiegowi dalej będziecie się mogli lansować na zajebiście inteligentnych - udając, że potraficie odczytać rzekomo ukryte aluzje w tekstach moich kolegów i dziwek. Nie pozostaniecie jednak li tylko z tą żałosną świadomością, ale dysponować będziecie podstawową wiedzą praktyczną - za sprawą moich artów. Ot, wilk syty i owca wyjebana...

Schodząc zatem na ziemię i mocno po niej stąpając - zajmiemy się dziś produkcją ludzkiego shakera.

Potrzebne składniki: - ludzki łeb
- szeroka taśma izolacyjna (taka szara, mocna, wodoodporna, jaką kneblują was czasem starzy podczas uzmysławiania jak bardzo was kochają, od tyłu)
- nieco folii aluminiowej
- odcięty penis
- odrobina silikonu
- jakikolwiek utwór zespołu DECAPITATED (odpowiednie tło muzyczne podczas pracy jest nieodzowne)
Naturalnie i smacznie. Polecam!Najpierw, gwoli wyjaśnienia najbardziej żenująco tępym ćwokom na DT, wytłumaczę termin 'shaker' (czyt. 'szejker'). Jest to takie chujstwo do robienia koktajli. Generalnie idea jest prosta - adept chlania wlewa różne składniki do naczynia, zamyka wlew i potrząsa naczyniem energicznie. Efektem jest dobrze wymieszany drink, który wlewa się do szklany (najlepiej z logo DT), a następnie spożywa.

Ludzki łeb nadaje się do tego doskonale. Wystarczy takowy odciąć, następnie wypłukać jamę ustną i nosową, gardło i przełyk. Następnie trzeba zaczopować od strony szyi przełyk, wpychając od dołu odciętego penisa, zabezpieczając jego stabilne położenie oraz krwawe strzępy od dołu folią oraz szeroką taśmą izolacyjną. Jamę nosową wypełnić należy silikonem (bez przesady z tym silikonem). Tak spreparowany łeb kładziemy na potylicy, rozchylamy nieco ryj, wlewamy do niego składniki drina, przymykamy ryj i potrząsamy - mieszając zawartość. Początkowo czynimy to, trzymając za podbródek oraz włosy, a gdy stężenie pośmiertne osiągnie wystarczający stopień i mięśnie żuchwy nie pozwolą ustom rozchylać się podczas potrząsania, to zastosować będzie można technikę uszną.

Pierwszym i najbardziej istotnym elementem jest ludzki łeb. Inwencja własna jest tutaj wskazana, bo jak powszechnie wiadomo trudno zdobyć wspomniany element. W wersji tu opisywanej chodzi o łeb względnie świeży W każdym razie nie chodzi o np. czaszkę ludzką, gdyż ze względu na wielość różnych otworów jest ona kłopotliwa w użyciu... Stąd zawężamy poszukiwania ludzkiego łba do wersji świeżej, w dobrym stanie, uszkodzonego w stopniu minimalnym. Podczas doboru naczynia warto zwrócić uwagę na szczegóły anatomiczne:

- uszy - bardzo newralgiczne elementy szejkera. Stanowią one naturalne uchwyty, za które można trzymać podczas potrząsania nim.

- owłosienie - stanowi alternatywny uchwyt, lecz łatwiej jest w tym przypadku uszkodzić szejker, gdyż postępujący rozkład może doprowadzić do zerwania całego skalpu podczas energicznego potrząsania, a przecież nikt nie chce uronić ani kropli trunku.

- stan jamy ustnej - kolejny ważny aspekt. Odpadają bezzębni menele. Mimo iż alkohol dezynfekuje, nie zaniżajmy standardów. Chodzi o to, by koktajl przygotowany został w sposób estetyczny, co docenią z pewnością inni współbiesiadnicy. Ładne uzębienie i nieuszkodzone usta dają nam również, a może nawet przede wszystkim, pewność prawie całkowitej szczelności szejkera. Jest ona istotna, gdyż naczynie z założenia będzie miało niewielką pojemność, zatem każda kropla się liczy.

- kolor oczu, kształt nosa, brwi, fryzura, a także makijaż - są jedynie ozdobnikami. Każdy może się w ich przypadku wykazać inwencją i niepowtarzalnym stylem. Znam gospodarzy, którzy ze swoistym pietyzmem wspaniale przyozdabiają szejkery - często zdradzając słabość np. w stosunku do brązowookich, długowłosych brunetek z delikatnym makijażem i lekko falującą fryzurą (klasyk). Co dom, to obyczaj. Coraz większą popularność zyskują ostatnio odcięte głowy łysych mężczyzn, z kolczykiem w jednym uchu, starymi szramami, szeroką i umięśnioną szyją. Ten ostatni element gwarantuje stabilność (małą przewrotność), stąd pomysł godny jest propagowania.

Istotnym aspektem jest uszczelnienie szejkera od dołu. Wprowadzony penis musi być słusznych rozmiarów. W razie niedogodności rozsądnie użyć należy silikonu. Technika klasyczna zakłada wpychanie kutacha przez usta w stronę gardła. Choć obserwowany jest ostatnio tzw. revers-grip - co przejawia się w czopowaniu przełyku kutasem wprowadzanym od dołu (od strony rozciętej szyi). Myślę, że każdy winien sam wypracować ulubioną technikę.

Łatwo tak pierdolić, ale uczynić trudniej, wiem o tym. Nie ma przecież sklepów (choćby internetowych), które mają w swej ofercie ludzkie głowy. Stąd też pozyskanie łba należy dobrze przemyśleć. Nie chcę zawężać Waszej wyobraźni własnymi przykładami, gdyż możliwości jest wiele. Wspomnę tylko o romskich (cygańskich, kurwa) dzieciach, które chętnie dadzą się zwabić w jakieś ustronne miejsce, gdzie miast torby cukierków /zabawek/... czekać będzie na nich knebel, nóż, piłka (do cięcia, nie do grania) i mały toporek (firma Fiskars = zajebisty stosunek ceny do jakości).

Generalnie nie muszą to być wcale Romowie. Dumny to naród i wspaniały, nic do nich nie mam. Może to być zatem łeb sąsiada, któremu np. zaproponowaliśmy pomoc przy naprawie auta lub choćby wspólną libację w krzakach na osiedlu. Osoby oszczędne zauważą, że odpowiednie dobranie ofiary umożliwi jednoczesne pozyskanie kutacha i głowy. Owszem, jest to prawda, lecz warto czasem mieć nieco większy gest i nie podcinać skrzydeł swej makabrycznej kreatywności. Możliwości jest wiele, wbrew pozorom. Obserwując ostatnio krwawe newsy z różnych stron naszego kraju, rzec można, że zabijanie staje się coraz łatwiejsze i powszechniejsze. Zatem istnieje coraz większa doza prawdopodobieństwa, że nikt nie zdziwi się wkrótce zwłokami bez głów, zalegającymi masowo gdzieś w ciemnej alejce miejscowego parku.

Może kiedyś konkursy barmanów będą łączyć się z wystawami sprzętu birmańskiego, a od tego już tylko mały krok do wystaw, czy wręcz prawdziwych targów ludzkich szejkerów. Who knows? [czyt. chuj wie?]

czekam na wasze zjebane opinie

   
  Koszulki Dziwnych Tabletek!


   
Jem chleb.
05 stycznia 2007 00:58

Mimo protestów wielu środowisk rozpoczął się nowy rok! Media już prześcigają się w spekulacjach jak będzie wyglądał, ale to nic dziwnego, bo jak mamy okazję ostatnimi czasy obserwować znakiem rzetelnego dziennikarstwa nie jest dziś udostępnianie informacji o tym jak wygląda rzeczywistość a jedynie wymyślanie krzykliwych tytułów, szukanie sensacji tam gdzie jej nie ma a także nadawanie takiej rangi mało istotnym zdarzeniom jakby zależał od nich los świata. Przedmiotem informacji nie jest zazwyczaj to, co się już zdarzyło, ale to, co być może będzie miało miejsce, z wskazaniem, że będzie źle a to wszystko wina PiSu i Giertycha.

Ja nie jestem dobrym medium - usiłowałem kiedyś wywoływać duchy, ale nie przyszły, a jeżeli nawet to nie było ich widać, - więc zajmę się tym, co już było. Podsumowaniem. Jak wyglądał rok ubiegły? Co się ważnego wydarzyło?

Przede wszystkim udało mi się znaleźć w internecie informację, że "Nasi przodkowie wykorzystywali gniazda remiza jako papucie dla dzieci w okresie zimowym." Prawda, że ciekawe? I jeszcze przywodzi na myśl znane od lat porzekadło: "Nasi przodkowie na mchu jadali!" z którego wynika że niewiele zawdzięczamy minionym pokoleniom.

Z pozdrowieniami dla Legionu Pięćset Jeden!Śledząc link, czyli surfując jak wytrawny surfer wszedłem na stronę www.jezioro.com.pl i tam przeczytałem artykuł pani Danuty Pepłowskiej o remizach. I nie chodzi tu bynajmniej o remizy strażackie, czyli takie miejsce gdzie siedzą sobie strażacy grani np. przez Nicolasa Cage'a w filmie World Trade Center, ale o wesołe ptaki. Z artykułu dowiedziałem się, że materiał, z jakiego zostały wykonane gniazda remizów "idealnie odpowiadał wymogom, jakie powinno spełniać wygodne, ciepłe obuwie".

Aż dziw bierze, że specjaliści od obuwia marnują taki potencjał i stosują jakieś tam materiały zastępcze w rodzaju skóry, drewna czy wreszcie rozmaitych tworzyw sztucznych.

Czy można okiełznać wyobraźnię zmuszającą do wyobrażenia sobie Moniki Seles rozgrywającej mecz tenisa w gniazdach jaskółek na stopach? Admirała Robert Erwin Pear'ego zdobywającego biegun w gniazdach bocianów na nogach (zamiast śnieżnych rakiet) oraz dziadka Donalda Tuska szturmującego pozycje wroga w gniazdach lelków zamiast wyglansowanych oficerek? Nie można! Nie wspominam już, jaki potencjał niosą w sobie gniazda dzięciołów, jemiołuszek, pliszek, trznadli czy po prostu gniazda CKM!

A może jednak niektórzy producenci obuwia, lub przynajmniej skarpet korzystają z doświadczenia ptaków? Całe gniazda nie są może wykorzystywane, ale niektóre materiały, z których się składają zapewne tak! W końcu spacerując ulicą czy też oglądając telewizję można niekiedy dostrzec słomę wystającą z butów nie tylko zwykłych ludzi ale nawet znanych i lubianych powszechnie osobistości! Np. taka żona byłego prezydenta Kwaśniewskiego (to ten, który wraz z sowieckimi towarzyszami chlał wódę a później zataczał się nad grobami polskich patriotów by pokazać, że ma ich w dupie) robi karierę jako prezenterka TVN i uczy rodaków stylu i kultury. Siedzi sobie przy stole i nawijając makaron na widelec mówi, że tak się właśnie je kluski. W tym samym czasie kamera pokazuje jej głowę o fryzurze tak fantazyjnej że aż człowiek ma ochotę ssać poszczególne kosmyki włosów, połykać je i wyjmować spowrotem obserwując czy zostały równomiernie pokryte śluzem z gardła. Widziałem na własne oczy! To ciekawe, że hołubi się taką postać przedstawiając ją jako damę jakby jakaś wielka gumka do mazania zlikwidowała wszystkim pamięć. Na szczęście są materiały archiwalne, na których znakomicie widać, jaką metamorfozę przeszło za nasze pieniądze to komunistyczne czupiradło. Córka Kwacha też robi zawrotną karierę, choć zaczęłaby sobą przedstawiać coś wartościowego dopiero po zdjęciu gaci. Możnaby wtedy wsadzić jej w tyłek łyżeczkę, położyć na niej jajko i sprawdzić czy uda jej się przebiec dwa kilometry bez zbicia skorupki.

Kiedy byłem młody, poeta powiedział a nawet napisał na murze: "A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści" - niestety jego słowa nie znalazły potwierdzenia w rzeczywistości i komuniści mają się świetnie, natomiast zamiast liścia zawisł Saddam Husajn. Nie na długo co prawda, bo szybko ściągnięto go ze stryczka i zawinięto w prześcieradło, ale za to wielokrotnie - a to za sprawą telewizji, która w kółko pokazuje tę scenę, sprawiając że ludzka godność staje się warta mniej więcej tyle co blok reklamowy po wiadomościach a przed pogodą. Saddam został skazany na śmierć za zabicie 148 ludzi. Pojawia się pytanie, jaką karę poniesie George Bush za napad na suwerenny kraj na podstawie spreparowanych dowodów przestępstwa, wymordowanie tysięcy Irakijczyków i stworzenie marionetkowego rządu, któremu kazał poniżyć i zamordować głowę tego państwa? Spodziewam się, że srogą, bo nasze współczesne globalne społeczeństwo jest cywilizowane i sprawiedliwe. Sprawiedliwe do tego stopnia, że kiedy Żydzi z Izraela masakrują Palestyńczyków, strzelając do kobiet i dzieci i jeżdżąc po nich buldożerami w ONZ pojawia się na ten temat dyskusja i gdyby nie zdecydowane veto USA powstałaby być może nawet jakaś rezolucja! To cudowne, że jesteśmy tak dobrymi ludźmi!

No, ale odchodzę zdaję się od tematu, bo przecież miało być o gniazdach. W takim razie trzeba napisać o Piotrze Rubiku bo to człowiek, który ma jakieś gniazdo na głowie. A może to nie gniazdo tylko strzecha? Trochę się na tym nie znam, bo nie jestem ornitologiem ani dekarzem, co więcej, nie jestem też stomatologiem - co z tematem nie ma już do cna nic wspólnego. Tak czy siak ten gościu imponuje mi swoją fryzurą a także tym, że potrafi bez żenady promować swoje gówniane utwory i nie zakrywa mordy papierowym workiem z dziurami na oczy. Bardzo mnie rozśmiesza zjawisko, które zaobserwowałem już wcześniej na przykładzie Pawarottiego (tak wiem, że to się pisze przez v ale gardzę takimi tłuściochami więc specjalnie poniżam go przekręcając jego nazwisko aby przylazł na kolanach i błagał o listość). Otóż ludzie o małych rozumach, nie mający do czynienia z prawdziwą sztuką, omijający muzykę klasyczną szerokim łukiem są naprawdę szczęśliwi, kiedy znajdą komercyjny, puściutki w środku produkt, który taką sztukę udaje. Jedni kupią sobie składankę z jakimś smooth jazzem do kotleta a opowiadają wszystkim, że słuchają Jazzu, inni obejrzą w telewizji przerywany reklamami koncert trzech tenorów wyśpiewujących jakieś tam wesołe kawałki i opowiadają, że interesują się operą, ktoś tam posłucha Rubika i mówi - w sumie nie wiem, co mówi, bo nie mam żadnych znajomych, którzy słuchaliby tego zniewieściałego lalusia, ale chyba mówią dobrze, bo płyty świetnie się sprzedają a telewizja chwali zaś kolorowe czasopisma pokazują jego ryj.

Ale znowu się zaperzam w nienawiści, podczas gdy ślubowałem sobie w tym nowym roku być dla wszystkich sympatycznym i pławić się w dobrych uczuciach. Wracam więc do tematu gniazd.

Mam w domu kilka gniazdek elektrycznych. Do jednego z nich podłączyłem telewizor a do drugiego komputer. I co zaobserwowałem? Otóż od czasu do czasu wszystko staje się czarno białe. No prawie wszystko - np. całe witryny w internecie albo znaczki w rogu telewizora oznaczające, który to program. Czy też kanał. Tak, w przypadku telewizji kanał to najodpowiedniejsze słowo. Otóż to zczarnobielenie oznacza, że mamy do czynienia z żałobą. Ale do licha, jaki jest klucz wg którego jedno życie okazuje się warte żałoby a inne nie? Nie zauważyłem czerni po śmierci Leona Niemczyka, zgwałconej dziewczynki, która popełniła samobójstwo, siedemdziesięciu kierowców z długiego weekendu, Stanisława Lema, Danuty Rin, czy któregoś tam z kolei polskiego żołnierza w Iraku, ani pana Henia z okna po lewej. Zdaje się, że koś rości sobie prawo do oceny czyje życie warte jest więcej a czyje mniej. Jak to jest, że po śmierci gołębiarzy żałoba trwała jeden dzień a kiedy zginęli górnicy trzy dni? Dlaczego, kiedy umrze Franki nikt nie odwoła "Mody na Sukces"? I jak to jest, że choć nikt tego serialu nie ogląda, wszyscy wiedzą, że Ridge to ten z dziwną szczęką?

Podobno wobec śmierci wszyscy są równi. Więc dlaczego kiedy jebnął nic nie obchodzący mnie papierz zostałem zaatakowany falą wirtualnego, nachalnego smutku, a w dzień śmierci mojej prababci puścili komedię z Edim Murphy?

Nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że parę dni temu odszedł Stary Rok. Żałoby znowu nie ma, bo wszyscy cieszą się z nadejścia Nowego. A jaki będzie ten Nowy? Zapierdalajcie szybko do telewizora, może wam powiedzą.



   

IMPREZA U SZEFA

Niedawno doznałem stygmatów odbytu. Nie chcę oczywiście ranić
niczyich uczuć religijnych, bo według mnie po prostu za mocno się
podtarłem, ale koleżanki i koledzy z forum doszli do wniosku, że to
albo rak albo stygmaty.
 
 

Z dwojga złego wolę to drugie Fajnie się nazywa i można potem zaistnieć na fajnych billboardach
w kościołach - święty Sebastian ze strzałami, Święty Wojciech łzy krwawe z dupy roniący - wiecie, te klimaty.

Wizja niechybnej śmierci od raka, bądź też z rąk muzułmańskich mudżahedinów - jako dowód na istnienie chrześcijańskiego Boga, została pogłębiona przez wiadomość, jaką otrzymałem kilka dni temu.
Przed sylwestrem dowiedziałem się, że zmarła pewna dziewczyna w moim wieku - na raka właśnie. Znałem jej byłego chłopaka, znałem jej brata i trochę jej tatę (jak to w Płocku i okolicach - każdy zna każdego). Tzn. nie rak himself, ale jakiś jego plugawy krewny - mięsak płucny czy inny chuj. Dwa lata walczyła laska i jej rodzice - lekarze za 10 tys, chemia, all that shit.

No i niestety - nasz litościwy Papa w niebiesiech zaprosił ją na imprezkę sylwestrową do siebie. Rodzice pewnie nie są zachwyceni, że nie posłuchała ich próśb i jednak poszła na ten bal... Miała wrócić przed świtem...
A było pewnie tyle planów - fajny mąż i dom z oponą do bujania na drzewie, potem wnuki, radośnie szczebioczące na kolanach dziadzi, ogólny czilałt jak z reklamy margaryny "Maryna".

A tu chuj - pomimo wielu lat dobrego wychowania, chodzenia do kościoła i prawej oraz sprawiedliwej postawy życiowej całej rodziny, przyszedł ten czas - pewnie lekarz w kitlu białym jak chmurka wziął ją za rękę i powiedział do niej - przykro mi, ma pani raka mięsaka.
Może ona powiedziała - po chuj mi tu pan rymujesz! A on na to - niestety. To wyrok. Przyjeżdżały potem profesory, wiedząc, że nie ma chuja we wsi - dziewczyna umrze. Przyjeżdżali po to, by utwierdzić rodziców, że ich ukochana córka zżerana jest od środka przez potwora gorszego niż Cookie Monster. Pomimo oczywistego wyniku nie wstydzili się wziąć za to 10 tysięcy złotych. Zajebista robota, nie? Jedziesz do ludzi, patrzysz na łysą dziewczynę, kiedyś ładną, teraz chudą, bladą - z bijącą z twarzy beznadzieją, która zapowiada jedno - nadejście niechybne kostuchy. Mówisz, co masz powiedzieć i kosisz za to dziesięć tysięcy. Pieniądze splamione krwią? Judaszowe srebrniki? Czy też charonowa opłata za przejazd w jedną stronę?

Co mają robić rodzice? Pić? Modlić się? Walczyć? Jak pokonać bezsilność i zrobić coś wbrew nieodwołalnej boskiej decyzji? "Pan tak chciał" - piszą na nagrobkach. Zajebiste ma pragnienia - ten nasz Pan.
Rodzice walczą do końca. Są jak jamajska drużyna bobslejowa - świadomość przegranej nie powstrzymuje ich od pragnienia zmierzenia się z przeznaczeniem. A może jednak Pan Bóg zmieni zdanie, może coś mu się na chwilę przed decyzją pierdolnie w papierach, może się jeszcze uda? No przecież, skoro Kaczyński dał medal Jaruzelskiemu przez pomyłkę, to wszystko jest możliwe!
Ha! Niestety - porządek w papierach musi być! I Pan Bóg w chuja nie leci! Jak powie, tak będzie. Wysłał raka mięsaka, to go nie odwoła.

A Pan Bóg, najebanym jeszcze będąc po dwutysięcznych szóstych urodzinach syna, zaległ na swym złotym tronie, wsłuchany w szemranie bandu z archaniołem Gabrielem na garach i Świętym Jerzym na gitarze, szurającym "Mizerna cicha" w wersji blues. Miał kaca i wpadł w melancholię. Czas rozbujać tę budę! Wytknął swego zasygnetowanego palucha i wskazał jedno z 6 miliardów nazwisk.
- "Jazda z nią!" - ryknął basem z przepony, i już Gabriel rzuca pałeczki w tłum mdlejących anielic, już Jerzy uderza w piec, rozwalając LesPaula.
-" Noż kurwa, Szefie! W końcu! Ochujeć można na tym kacu! Jazda jazda - bania na maxxa!" gardłują obaj. Wsiadają na swe złote harleye i odpalają przepustnice.

Mknąc autostradą do nieba, tyle że w drugą stronę, ryczą "Highway to hell" roztrącając po drodze grupy przechodniów, zmierzających na odprawę do Świętego Piotra. Już szykują miecze świetliste i lance smocze, kierując się na to miejsce w środku Europy, gdzie przez 9 miesięcy nie ma słońca.

Zniżając lot mijają złodziei, bandytów, kurwy, i pijaków. I polityków, kurwa ich mać. Tych Aniołowie nie biorą! Oni mają umowę z Dołem. Oni mają plecy.
Już są nad Mazowszem, już widzą dom dziewczyny, już słyszą szloch rodziców, już czują dym kadzidła swego przydupasa, który międli modlitwę za zmarłych bez przekonania.
- "Czeeeemu cieniu, oooodjeeeeeżdżaaaasz!!!!" - wrzeszczy Gabriel, wzbudzając śmiech Jerzego dobrym żartem i niezłym songiem. Niczym Sztukasy nagle załamują lot, zamieniając się w złote błyskawice. Mkną ku dobrej córce kościoła, ku posłusznej dziewczynie, ku radości rodziców. Miecz i lanca rozpalają się złotym blaskiem, czując krew i pragnąc śmierci.

Niczym pocisk z lufy, wbijają się w ciało dziewczyny, wyrywając duszę. Miecz rozrywa ciało, lanca szarpie wnętrzności. Mięsak, choć też umrze, charczy wesoło - wszak zwyciężył iskrę życia, tlącą się w dziewczynie.
Ryk radości anioła i świętego, płacz matki i ojca. Szara twarz zgasłej dziewczyny. Oto następna dobra dusza żegna ten łez padół. Ksiądz zamyka jej oczy, międląc słowa modlitwy.

A kurwy, złodzieje i bandyci leżą w barłogach, słodko chrapiąc i nie myśląc o swych opiekunach,
broniących ich przed wojownikami światła. Wesołe niech będą święta i nadchodzący rok.



 

Sprawdź, co przegapiłeś, bo piłeśNext!

www.zapachasfaltu.pl Recenzja Frankiego