Dziwne Tabletki - komiksy, felietony, zwyrodniałe akcje i cała banda debili...
Strona gówna Zwyrols Squad śmierdzące Archiwum Forum Download Linkin' park sam se Sklep


Skull is cool!
Tak, kliknij TUTAJ po więcej info
O co tu kurwa chodzi? Kliknij na debila to się dowiesz...
Arcybiskup Wielgus na tropie
Najnowszy shitNext!Sprawdź, co przegapiłeś, bo piłeśPierwszy komiks wysrany z naszej dupy EVER
3 słowa od...
NORWESKA EKSPOZYCJA
left click 4 moron's bio & stats
acid green shit

Jeśli myślicie, że Franki fotografuje wyłącznie rzygającego MADnessa, to możecie się nieco rozczarować. Czasami zdarza mi się również popadać w kiczowato-pedalsko-artystyczne tematy.

      Wystawa

5 czerwca 2007

Jak choćby na mojej aktualnej wystawie w cyklu Northern Exposure. Na którą serdecznie i zwyrodniale zapraszam. Miejscówka: Gdański Kinoplex w Alfa Centrum.
Czas: od 5 do 28 czerwca. Temat: Norwegia. Więcej info tu.

Więcej moich zdjęć: www.plonowski.pl




17 maja 2007
Między Bogiem a prawem

Trudno nie dostrzec ironii, kiedy nie tak dawni wojownicy o wolność od ustroju totalitarnego stają w szeregu z prawicowymi radykałami. Razem próbują narzucić nowy jedynie słuszny system - tym razem moralny.

Co bardziej groteskowe, robią to w imię Boga (o Ojczyźnie nie wspominając). I może nawet są głęboko przekonani o słuszności swoich racji. Dokładnie tak samo usprawiedliwiają wysadzanie ludzi w powietrze muzułmańscy terroryści. Oczywiście, zło wyrządzone przez islamskich fanatyków w imię Allaha jest o wiele bardziej spektakularne. Dlatego budzi jawny sprzeciw każdego w miarę myślącego człowieka. Takiego oporu nie wywołuje już w znacznej części polskiego specyficznie religijnego społeczeństwa próba ograniczenia podstawowego prawa do wyborów moralnych: aborcji, życia seksualnego, spędzania czasu w niedzielę.

Pedofil! Politycy koalicji zdają się nie zauważać, że stawiają się ponad Bogiem. A może taka pozycja bardzo im odpowiada? Niezależnie od odpowiedzi, Bóg, którego mianują się świadkami, dał człowiekowi najcenniejszy dar - wolną wolę. Dał też wskazówki jak żyć, zostawiając haczyk w postaci Sądu Ostatecznego. Po śmierci. Tymczasem, niektórzy politycy już za życia chcą osądzać ludzi ze spraw, które każdy musi rozważyć we własnym sumieniu. A to, że upokarzają nas traktując jak małe dzieci? Nieważne! Cytując klasyka, jest "oczywistą oczywistością", że wiedzą lepiej.

Niezależnie od szerokości geograficznej, po całej Ziemi rozsiane są grupy, próbujące narzucić swój sposób postrzegania świata innym. Jeśli takie grupy dochodzą do władzy i wtłaczają w system państwowy swój homogeniczny system wartości, można mówić o państwie wyznaniowym. Niezależnie od pragmatyki czy zdrowego rozsądku ostateczny, najmocniejszy argument jest zawsze taki sam: Bóg/Allah/Jahwe tak chciał. I kropka.

Spytamy: a co z tą wolną wolą? To przecież pierwszy krok do rozpasania społeczeństwa, relatywizmu moralnego. Czy pozwolimy ludziom mordować na ulicach jako usprawiedliwienie podając, że mają prawo do wolności wyboru i ekspresji własnej osobowości? W tym momencie jakakolwiek dyskusja przestaje mieć racę bytu. Bo fanatyzm, we wszystkich odmianach, nie potrzebuje logiki. Ucieka od kompromisu. Jest czarno-biały, prosty do bólu, często zbyt dosłownie.

Wyświechtany przykład Holandii nie wskazuje wprost proporcjonalnej zależności między społeczną degrengoladą, a liberalnym prawem. A czyż najkrwawsze wojny nie toczyły się z Bogiem na ustach i sztandarach?
Może czas, aby jednoznacznie, bez owijania w bawełnę, ustalić czy Polska jest już krajem wyznaniowym, czy może tylko aspirujemy do tego wątpliwie szczytnego miana.

A na koniec, specjalnie dla łykaczy Dziwnych Tabletek, postaraliśmy się o wywiad z panem chujem Wierzejskim, posłem na Sejm Kolejnej Skurwiałej Kadencji z ramienia LPR.

Dziwne Tabletki: Czy jest pan faszystowską gnidą i kryptociotą?
Wierzejski: Tak.
DT: Dziękujemy za wywiad.


Cut the crap (z ang. krój gówno)

All-inclusive! W związku z tym, że i tak wszyscy pójdziemy do piekła, możemy oszczędzić sobie marnej nadziei i od razu przyśpieszyć ten proces. Z pomocą przychodzi oczywiście Wujcio Zet w formie koszulkowej. I od razu chce się zakrzyknąć Viva La Zwyrol!
Bo czy jest coś bardziej zakazanego i zwyrodniałego niż jego ryj?

All-new T-shirt pojawił się, gdyż nieustanne opychanie koszulek mam wyjebane, jakkolwiek cieszy (szczególnie mój portfel), stało się już w pewnym momencie nieco monotonne. Możecie obnosić się już więc na wiele różnych sposobów. I pamiętajcie dzieci: safety first!

W pewnym nawiązaniu do dzisiejszego stripa publikuję dla was, debili list jaki ostatnio otrzymałem. Komentarz jest zbędny. To gówno po prostu cieszy.

Żeby nic nie było!

Witaj. Zdaję w tym roku maturę, a że zbliża się koniec roku szkolnego, nie mam już zajęć, jedynie fakultety, i mogę zamiast słuchać profesora nauczyciela, surfować we wszystkie strony po globalnym internecie.

No właśnie. Te "wszystkie strony" w polskiej szkole okazały się pojęciem względnym. Dlaczego? Otóż polskie szkolnictwo dba o kulturę i poprawność internetu. Auto da fé obejmującego wszystkie domeny kontestatorów zorganizować na razie nie mogą, bo internet sam w sobie jest niezależny, a macki polityków tak daleko nie sięgają, ale wystarczająco długie są, by opleść skrzętnie szkolnictwo od szkół podstawowych po licea. Niektórzy w to, że rząd inwigiluje młodzież, nie wierzą. Ja też podchodziłem do tego z dużym dystansem, wzdragając się przed teoriami spiskowymi i stwierdzając, że dopóki nie zobaczę, nie uwierzę. No i masz! Zobaczyłem, uwierzyłem, na własnej skórze sprawdziłem, jak polityczne macki oplotły szkoły. Jakże skrzętnie oplotły! O, Jezu, jak macki oplotły...

Pomyślałem, ze skoro w domu nie mam czasu na odwiedziny Dziwnych Tabletek, a mam wolny dostęp do komputera w szkole, zrobię to właśnie tutaj. Wpisuję adres www.dziwnetabletki.com, czekam, i na Dziwne Tabletki się nie doczekałem. Pojawiła się natomiast tarcza z wzorową uczennicą, która w nowomowie heraldycznej oznacza "opiekuna ucznia". Co to, kurwa, jest, myślisz sobie Franciszku? Zobacz zdjęcie w załączniku:
Dziwki
Pomyślałem, że napiszę od razu Do Ciebie, bo zapewne ucieszy Cię wiadomość, że Dziwne Tabletki znajdują się na liście stron cenzurowanych.

Beyor
Masz rację! Cieszy jak sam chuj! :)
Jest więcej niż prawdopodobne i mniej niż nieprawdopodobne, że ta najwyraźniej niedojebana dziewczynka z tarczy stanie się inspiracją kolejnej koszulki, o czym na pewno zostaniecie wielokrotnie poinformowani. Aż się porzygacie.

Nostradamus
Hey Franki - słuchając (i oglądając przy okazji) dzisiaj wiadomości telewizyjne skojarzyłem sobie pewną informację z Dziwnymi Tabletkami i musze uznać, że naprawdę udało wam się trafić z Tym skeczem o Nauczycielu Geju, gdyż: nasze władze mają wylać wszystkich nauczycieli homoseksualistów. Gratuluję Wyczucia.

Adam Grimed
Tamten strip powstał ponad 3 lata temu i jak widać nie zdeaktualizował się ani na jotę. O czym to świadczy? Myślę, że każdy pół-imbecyl może z powodzeniem sam sobie odpowiedzieć na to pytanie.

Przy naszym poprzednim spotkaniu zapowiadaliśmy masywne
zniszczenie Wrocławia. I jak nam poszło?
Można by rzecz - standardowo. Skutecznie wsparliśmy z MADnessem, Tanglem, Miagim, Domatorem i Ew nasz alkoholizm. Relacjami, zdjęciami, doznaniami i wibratorami podzieliliśmy się na forum poczynając od tego miejsca. DT-lachony są nad wyraz otwarte dla Zwyrols Squadu, co po raz kolejny zostało potwierdzone empirycznie. Wuj MAD nie narzekał. To na pewno nie koniec plenerowych spotkań wyjazdowych w ramach DT-camping tour, o czym będziecie mogli przekonać się już wkrótce. Tym razem zaszczycimy swoją zwyrodniałą obecnością dziurę zwaną Płockiem, do której jeździ jeden pociąg dziennie, a psy szczekają dupami.

czekam na wasze zjebane opinie









   
   

Jem chleb II
17 maja 2007 00:00

Kupiłem sobie niedawno taką kolorową gazetę o nazwie "Wprost". To tygodnik założony w roku 1993 przez sekretarza KC Marka Króla (TW "Rycerz", TW "Marek"). Mimo, że korzenie tej gazety są wyraźnie konfidenckie i komusze, to od czasu do czasu można tam podobno trafić jakiś fajny artykuł. Piszę "podobno" gdyż nuży mnie rozpoznawanie liter i przyporządkowywanie im w głowie dźwięków które powinny układać się w słowa, więc czytanie pozostawiam tym, którzy nie mają telewizora albo znajomych.

"Wprost" kupiłem tylko dlatego, że dołączono do niego płytkę ze starymi kronikami filmowymi. Kocham dołączane do prasy płytki i od pewnego czasu, kolorowe gazety (nie licząc pornosów) kupuję tylko po to by oderwać od nich film i oglądać, oglądać i jeszcze raz oglądać, zaś same czasopisma zanosze do kibla by wycierać sobie nimi tyłek. Ogromna oszczędność na papierze toaletowym! Chociaż muszę przyznać, że na gładkim papierze stolec strasznie się rozmazuje, zaś na odbycie pozostają często śłady druku, a niekiedy całe artykuły, nagłówki lub fotografie. A'propos: niedawno spotkała mnie zabawna przygoda! Miałem potworne zatwardzenie przez co musiałem użyć całych rezerw siły i energii jakie posiadałem. Strasznie spociła mi się przy tym dupa. Kiedy wycierałem anus stroną jakiegoś kolorowego czaspisma w którym wywiadu udzielał Wojciech Olejniczak, jego podobizna odbiła mi się na pośladkach niby najdoskonalsze ksero, w dodatku w taki sposób, że usta wypadły dokładnie na odbycie. Oglądając to arcydzieło w lustrze (dupę wypinałem w stronę dużego zwierciadła w przedpokoju, zaś obraz obserwowałem przy użyciu małego lusterka trzymanego w dłoni) wykonałem dla swoich własnych, prywatnych potrzeb masę performanców, z których najbardziej warte zapamiętania są jak sądzę: "Olejniczak pali cygaro", "Wojtek wymiotuje", "Syczący socjalista" oraz "Ależ nietypowo beknąłem". Najlepsze efekty specjalne pojawiły się z kolei w "Zionę ogniem jak Godzilla, albo raczej Gamera, bo Godzilla zionęła na niebiesko." Najwięcej radochy przysporzył mi z kolei epizod: "Wypluwam plasterki kiełbasy myśliwskiej". Oczywiście przed większością numerów rozkładałem na wykładzinie folię, a po wszystkim naturalnie nie wyrzuciłem jej, tylko oddałem potrzebującym zamiast jednego procenta podatku.

W międzyczasie mój kolega Franki, znany badacz i fascynat środowiska gejowskiego podesłał mi informację o robiącym furrorę wśród homoseksualistów środku nazywanym Poppers! Pod tą fantastyczną i wesołą jak geje nazwą kryje się azotan amylu. Środek ten wywołuje rozszerzenie naczyń krwionośnych, a przez to szybszy przepływ krwi w organizmie i w mózgu, co daje efekt dreszczy podniecenia! Drugim efektem wchłaniania azotanu amylu jest rozluźnienie mięśni, w tym mięśnia-zwieracza dzięki czemu można wprowadzić tam proncie (inna nazwa chuja) swego partnera bez potrzeby smarowania go masłem lub wcześniejszej lubrykacji odbytu gęsim łojem! W specjalnych sklepach internetowych można nabyć szeroki asortyment Poppersów o rozmaitych zapachach i różnych stężeniu. Oprócz tego dostępne są także odpowiednie inhalatory. Każdy komu zechce się zgłębić nieco temat odnajdzie informacje o tym, że azotan amylu jest dość niebezpieczną substancją, gdyż jest to środek żrący (wystarczy przez nieuwagę położyć obok niego przygotowaną do szkoły lub pracy kanapkę by po chwili odnaleźć pusty woreczek foliowy i zmiętą kulkę papieru śniadanowego) i każda kropla substancji, która wejdzie w bezpośredni kontakt z naszą śluzówką może wywołać zgon, jak w żargonie ziemian zwykło się nazywać śmierć. Gejom to jednak nie przeszkadza, gdyż dla trzydziestu sekund rozkoszy gotowi są zaryzykować życie, a że każdy kto śmierć ma w pogardzie budzi nasz podziw, Franki aktywnie uczestniczy w marszach i paradach mniejszości. Podobnie jak członkowie SLD i innych organizacji lewicowych, które poszukują wyborców wśród mniejszościowych środowisk.


Czasem kończy się to tragicznie, jak w przypadku niejakiej Barbary B., która nieudolnie naśladując wąchaczy Poppersa omyłkowo załadowała inhalator ołowiem i dodatkowo skierowała jego wylot w klatkę piersiową, zamiast umieścić go w nosie. Tak czy inaczej, nie zważając na ryzyko postanowiłem kupić jedną flaszkę Poppersa, aby, zanim portet Olejniczaka zejdzie mi zupełnie z dupska, wykonać jeszcze jeden performace, a mianowicie "Polityk robi śmieszne miny i pogardliwie wydyma wargi". O wynikach będę informował na bieżąco, ale i tak dowiecie się o tym z dwumiesięcznym opóźnieniem, bo Frankiemu za trudno zrobić upload w tydzień. Prawdziwy spadkobierca tradycji biernego oporu kultywowanej przez robotników budowlanych PRLu!
Robotników, dodajmy, których można zobaczyć w załączonych do "Wprosta" kronikach filmowych, po obejrzeniu których nasuwa się cała masa spostrzeżeń. Oto jedno z nich:
To niewiarygone jakie ludzie mieli kiedyś zakazane ryje! Zwykli obywatele ukazani w materiałach filmowych lat pięćdziesiątych wyglądają, jakby szukali wzrokiem własnego rozumu, robiąc to w dodatku nieświadomie - bo nie mając mózgu skąd w końcu mieliby wiedzieć, że go szukają? Bełkoczą jakieś bzdety na poziomie intelektualnym przedszkolaka albo przeciętnego felietonisty DT i dodatkowo dają sobie wciskać kit w typie informacji, że stonkę zrzucają amerykańscy piloci.

Po obejrzeniu tych materiałów człowiek nabiera ochoty na spory wdech Poppersa żeby się trochę rozluźnić, bo podczas analizy przyczyn i skutków takiego stanu rzeczy dupa zaciska się sama z taką siłą, że aż słychać skrzypienie, a do jej mechanicznego rozwarcia trzebaby zaprzęc co najmniej 16 koni jak w doświadczeniu Otto von Guerickego z 1654 roku, kiedy przerażoną dupę zastąpiono dwoma mosiężnymi półkulami o średnicy około 42 cm. Gdyby znano wówczas Jenny Lopez półkule byłyby zapewne większe. Oczywiście przyznaję, że ocena urody bohaterów kronik to rzecz względna bo to, co jednym wydaje się ładne inni uznają za brzydkie. Np. taka Christina Aquiliera wygląda przecież przy przeciętnej polskiej sklepowej jak brudna prostytutka ubrana w zbyt małe gacie błagająca czarnych koleżków z branży, żeby w zamian za loda zechcieli chwilę porapować na którymś z jej marnych kawałków, dzięki czemu sprzeda trochę więcej płyt. A jednak są tacy którzy myślą, że jest ładna i elegancko ubrana! Nic na to nie poradzimy. Przecież śpiewa piosenkę "Beautiful", w której przekonuje różnych dziwolągów, że są piękni - widać zasłużyła na wdzięczność i rewanż. Poza tym o gustach się nie dyskutuje - jak mawiają bezguścia. Istnieje też taka zasada że nie należy oceniać ludzi po wyglądzie, ale założe się że nie wymyślił jej nikt ładny. Ponieważ jednak większość ludzi skazana jest na noszenie kiepskich twarzy zasada została z entuzjazmem przyjęta przez ogół. Słusznie zresztą, bo pozory przecież mylą i o pomyłkę łatwo. Kiedy np. zobaczymy tłustą babę o masie, dajmy na to 120 kilogramów, całą umorusaną na twarzy czekoladą oraz musem jabkowym i ubraną w brudne, śmierdzące moczem ciuchy możemy niesprawiedliwie uznać, że jest niechlujna i lubi dużo jeść. Tymczasem rzeczywistość może być zgoła inna. A jeżeli to osoba, która w ogóle nie je a nawet nie słodzi herbaty i pierze swoje rzeczy dwa razy dziennie dbając o to by się nie pobrudzić zaś na jej twarzy po prostu na moment przysiadł koczkodan? Łatwo być niesprawiedliwym i skrzywdzić niewinną osobę!

Albo inny przykład: widzimy łysego kolesia w dresie, który usiłuje wejść do gmachu opery w adidasach! Spodziewamy się, że to niekulturalny dresiarz, gdy tymczasem okazuje się, że jest to dziewczynka sypiąca kwiatki przed procesją, ubrana w wianek i kubrak z pożyczonego od węgorza żyrandolu. Co wtedy? Jak wycofać się z popełnionej gafy? Apeluję więc: bądźmy rozsądni w ocenach i wrażliwie chłońmy rzeczywistość hołdując europejskim zasadom. Dajmy się też uwieść prostym hasłom walki z rasizmem, homofobią czy ksenofobią po to by nie zgłębiać natury i przyczyn rozmaitych zjawisk, ale krótko podsumowywać je celnymi określeniami zgodnie z panującym w mediach trendem. Staniemy się wtedy europejczykami i Daniel Cohn-Bendit nie oskarży nas w europarlamencie o faszyzm!

W świetle powyższego wywodu czuję się przekonany sam przez siebie i cofam swoją ocenę wyglądu ludzi z kronik, którzy stali się materiałem na bazie którego odbudowano polskie społeczeństwo i ograniczę się jedynie do stwierdzenia, że to robotnicy, małorolni i inne cudaki, które w większości nie słyszały ani o książce ani o operze, ani nawet o internecie a zwłaszcza o Dziwnych Tabletkach. Ot, taka nieświadoma, szara masa, którą zastąpiono ludzi inteligentnych, gdyż ci zostali wybici przez Niemców i Rosjan lub raczej bolszewików i faszystów (bo zbrodnia jest przecież bezpaństwowa oraz bezimienna i nie wolno osądzać narodów ani pojedynczych ludzi a zwłaszcza generała Jaruzelskiego). Wszyscy wyrośliśmy z obornika jakim nawieziono nasz kraj po wcześniejszym zburzeniu i zaoraniu i dlatego brakuje nam pewnych genów, które przepadły w odmętach historii - oto prawda, jaką można wyczytać z twarzy i wypowiedzi zakonserwowanych w starych kronikach ludzi, choć wyziera ona z tamtąd notabene i przy okazji nomen omen nie wprost tylko jest zakamuflowana niby przekaz kodu Leonarda Da Vinci! Tak czy inaczej, jest to znakomite rozwiązanie zagadki na którą od lat poszukiwałem odpowiedzi: "dlaczego wszyscy są idiotami i śmierdzą?"! To smutny wniosek, ale pozwala mieć nadzieję na poprawę sytuacji - wystarczy trochę nad sobą popracować a za parę pokoleń będziemy mogli mówić o sukcesie.

W związku z tym postanowiłem natychmiast zacząć pracę nad sobą. Na początek kończę z wulgaryzmami. Po drugie: zacznę czytać! "Wprost" okazał się pierwszym magazynem jaki wziąłem do toalety z zamiarem przeczytania. Czasopismo "Cats" jakie zabierałem tam do tej pory się nie liczy, ponieważ w nim interesowały mnie jedynie obrazki. Poza tym studiując "Catsa" podczas czynności fizjologicznych można oddać sobie na głowę mocz lub przy odrobinie szczęścia lub pecha nasycić uryną nozdrza, ponieważ członek skierowany jest ku górze zamiast mierzyc w światło muszli klozetowej. Postanowiłem na rozgrzewkę przeczytać coś lekkiego więc odnalazłem artykuł niejakiego Skiby. To taki bardzo skomercjalizowany puszysty człowiek, który udaje że jest fajny a pojawia się wszędzie tam, gdzie wystarczy trochę pohałturzyć żeby dostać parę złotych i ugruntować swój wizerunek kolesia w atmosferze szampańskiej zabawy gadającego po raz kolejny to co wszyscy chcą usłyszeć. Przeczytałem całość. Jeżeli tak wyglądają wszystkie felietony na świecie, to naprawdę niepotrzebnie uczyłem się liter. Nie będę uzasadniał dlaczego tak uważam. Sytuuję to między pośladkami. I członek!



   
  Zryte Berety
Aborcja w domowym zaciszu
left click 4 moron's bio & stats
  fioletowe coś Ten wspaniały temat zastępczy rozpala cyklicznie umysły polityków, a przede wszystkim biednego plebsu. Skoro DT przyciągają pojebów wszelkiej maści politycznej, światopoglądowej, to nie da się odpuścić takiej chodliwej kwestii.
      Nie będziemy przecież pisać o teczkach, ani o wizycie Benedykta XVI w Brazylii, ani o tym, że oddając sobie mocz na twarz trzeba liczyć się z lekkim szczypaniem oczu - bo o tych codziennych, oklepanych sprawach wie każdy konsument newsów, zamieszczanych w żydowskiej stacji TVN, hitlerowskim Dzienniku i innych Faktach (i Mitach), Super Expresach... Zatem Zryte berety traktują w niniejszym wydaniu o aborcji. Co ciekawe, już kiedyś temat ten poruszony był przy okazji odwiedzin naszego wybrzeża przez aborcyjny prom. Od tamtej chwili dużo zmieniło się w PL, w naszych głowach, w społecznej percepcji tego drażliwego tematu. Jako dumny Polak, Katolik, Obywatel nowej, lepszej, odnowionej moralnie IV RP wznoszę się więc na wyżyny obiektywnego, zdystansowanego i chłodnego podejścia i postaram się w niniejszym tekście ukazać Wam, iż tak naprawdę nikt nie musi wcale czekać na kolejną wizytę promu, czy też korzystać z usług nielegalnego polskiego podziemia aborcyjnego. Z czynnością aborcjii każdy może każdy zmierzyć się sam w domowym zaciszu.

Potrzebne składniki, niezbędne elementy: - dziecko (O przepraszam! Słowo "płód" jest tu bardziej pożądane, gdyż dehumanizuje ten kawał ludzkiego mięsa pozbawiając nas - potencjalnych niedoszłych rodziców - oporów przed eksterminacją tego małego niegodziwca, który probował zagrozić naszym planom ekonomiczno-zawodowo-imprezowo-edukacyjno-konsumpcyjnym)
- mikser ręczny - np. firmy Braun
- mocny odkurzacz, najlepiej z filtrem wodnym - np. Karcher lub Rainbow
- operator tych urządzeń (opcjonalnie, zależnie od stopnia sprawności manualnej)
- aby nadać tej niecodziennej czynności wyjątkową oprawę i wczuć się odpowiednio w klimat polecam jakiś kawałek zespołu ABORTED
Na czym polega cały deal? Otóż, chodzi o to, że wewnątrz kobiety, po uprzednich - mniej lub bardziej przypadkowych i kontrolowanych - odwiedzinach kutacha, zagnieździł się 'alien', którego trzeba eksmitować.

I niech nikogo nie zmyli fakt posiadania przez tego spryciarza ludzkiego kodu genetycznego, takich też organów i tkanek (lub ich zalążków, zawiązków, form wczesnych). To zwykła przebiegłość ze strony płodu, która nie świadczy jednak o jego człowieczeństwie, lecz zwyczajnie o złych intencjach i sprycie. Płód próbuje w ten sposób manipulować opinią publiczną, brać ludzi na litość, a finalnie - ten cwany, mały złamas - doprowadza do indoktrynacji za pomocą Wierzejskiego i innych Giertychów, Co więcej - jak można skurwiela nazywać człowiekiem, skoro nie ma 180cm wzrostów, gładkiej skóry, niebieskich oczu i blond włosów oraz nie zna podstaw HTMLa i nie rozumie różnicy pomiędzy słowami "bynajmniej" a "przynajmniej", no i finalnie - ma czelność rozpychać się w macicy, a potem robić burdel w domu wiecznym płakaniem, jedzeniem i sraniem...? Toż to jawna niesprawiedliwość i nadużycie. Nowoczesny człowiek sukcesu nie może pozwolić sobie na taki handicap, jakim jest przymusowe macierzyństwo lub ojcostwo.

Wszelkie wątpliwości ukrócić można jednym sprawnym cięciem, uznając pewną oczywistą prawdę - to co wewnątrz mnie, to jest moje. Zasadą tą objęty jest niewątpliwie płód znajdujący się w trzewiach jakieś wywłoki (ups! miało być "damy"), która nie wiązała czynności wkładania czyjegoś kutacha między swoje nogi z wprowadzeniem się do jej własnej macicy na okres 9 m-cy 'aliena', któremu później z niemałym bólem fizycznym i mentalnym trzeba będzie pomóc w przeprowadzce do łóżeczka ze standardem "all inclusive". Kapitalizm, wolny rynek narzucił pewne standardy, którym nie sposób się teraz sprzeciwić. Tak jest tez w tym przypadku!
Jako właścicielka posesji (macicy), kobieta definitywnie ma prawo dysponować lokatorami, osiągając częstokroć upragniony pustostan przy pomocy aborcji. Zasada ta jest dość prosta, słuszna, ale i zabawna, by nie rzec nonsensowna zarazem. Otóż, zakłądając, iż wszystko co we mnie jest moje, kobieta winna zwrócić mężczyźnie jego wkład w powstanie płodu. Dawka nasienia, które powierzył on - będąc kutachem w gościnnych rejonach kobiecego krocza - okazuje się bowiem z perspektywy czasu wartościowym materiałem, za który w białostockiej (lub innej) klinice, czy też banku spermy, dostałby kilka(set?) złotych.

Zostawmy jednak te 'mondre' rozważania i przejdźmy do konkretów.
Jak przeprowadzić aborcję w domowym zaciszu? Z pewną nostalgią stwierdzić muszę, że minęły już czasy, kiedy to kwestie takie rozwiązywano silnym, męskim kopniakiem w brzuch stojącej, ciężarnej kobiety. Pierdolony humanitaryzm, silny wpływ ruchów feministycznych i ekologicznych, zamknęły drogę tej jakże skutecznej metodzie, której efektem było kilka litrów płynów wszelakich na podłodze i zabawnie dyndające jojo, składające się z płodu zawieszonego na pępowinie. Główny powód porzucenia takich praktyk to fakt, iż uwłaczałoby to ponoć kobiecie, bo przecież damy nie bije się nawet kwiatkiem, chyba, że prosi - ale wtedy to już pejczem najlepiej...

Abortionists finest!Postęp techniki szczęśliwie wychodzi na przeciw potrzebom współczesnego, ograniczonego wieloma normami, człowieka. Każde gospodarstwo domowe może sobie już pozwolić na porządny mikser ręczny, którym prócz ubijania jajek na kogel mogel, swobodnie można szatkować warzywa lub wręcz kruszyć lód. Ergonomiczny i podłużny kształt miksera, lekkie wibracje towarzyszące jego pracy, a także tryb boost/turbo sprawiają, iż mikser taki stanowi doskonałe narzędzie pomocne w dokonaniu aborcji w domowym zaciszu. Mieli on wszystko w zasięgu obrotowego, nierdzewnego ostrza i w ciągu kilku sekund uczyni krwistą breję z niechcianego gościa w kobiecym łonie, co zakończy pierwszy etap aborcyjnych zmagań. W razie braku miksera z pojedyncza przystawką mieszająco-kruszącą można użyć wiertarki udarowej i przystawki do mieszania farb i zapraw. Odradzam jednak tradycyjnych mikserów z podwójnymi mieszadełkami, gdyż moc ich jest zaprawdę niewystarczająca, a i ostrość (jej zupełny brak) mieszadełek pozostawia wiele do życzenia. Można ich z powodzeniem używać do jednoczesnej stymulacji analnej i pochwowej
, ale nie o tym traktuje niniejszy tekst.

Nie ma też chyba domostwa, w którym zabrakłoby odkurzacza. Co więcej, każdy chce być teraz zdrowy, wolny od uczuleń, pachnący i świeży, aż do późnej, pogodnej starości, spędzonej w dobrobycie i zakończonej szybką, bezbolesną śmiercią - najlepiej podczas seksu lub choćby snu. Żyjąc w takich realiach, wiele osób posiada w domu odkurzacze z filtrem wodnym, doskonale radzące sobie z zasysaniem wszelkich syfów, również cieczy. Mało kto zdaje sobie sprawę jak bardzo przydatne może być to urządzenie w dokonaniu aborcji.
Słusznie i spektakularnie zmasakrowany mikserem płód, zalegający jeszcze bezczelnie i bezprawnie w macicy, wydobyty być może za pomocą odkurzacza właśnie. Odpowiednio węższe zakończenie rury (lub jego brak, dla nieco bardziej rozjechanych już kobiet) z powodzeniem dotrze na odpowiednią głębokość. Mocny ciąg nowoczesnych odkurzaczy nie pozostawi zbyt wiele wewnątrz macicy. Co więcej, przy odrobinie szczęścia wyssie także ją, wraz z całą resztą tych jakże kłopotliwych wnętrzności...

Filtr wodny doskonale poradzi sobie z krwistą zawartością, a kilka kropel olejku np. o zapachu sosny, wprowadzi na koniec przyjemną nutę zapachową, podkreślając pozytywne zakończenie całego przedsięwzięcia. Przy odrobinie wprawy, o którą łatwo przy siódmej, ósmej wpadce zabiegu można dokonać już samodzielnie. Przy odrobinie szczęścia finałem może być trwałe obezpłodnienie osoby, która jest zbyt tępa, by umieć zapanować nad kwestią płodności oraz zbyt naiwna by umieć pogodzić się z prostą zależnością pomiędzy seksem a możliwością macierzyństwa, co uniemożliwi późniejsze spłodzenie, urodzenie i wychowanie w podobnym, ograniczonym duchu następnej generacji debili. Szkoda tylko, że kutach, współwinny całemu zamieszaniu, miałby się wciąż dobrze, no ale sprawiedliwości na świecie nie ma, co jest chyba każdemu wiadome.

czekam na wasze zjebane opinie

   
  Koszulki Dziwnych Tabletek!

K.S. Rutkowski - Brudne Historie
 
Nie będę pisał o tym jak wielkiego samobója pierdolnął sobie Oleksy, ani o tym jak wielkim kutasem i PIS-owskim włazodupem jest Gudzowaty, bo to chyba oczywiste. Chociaż do spisania tej historii, natchnęło mnie jedno nazwisko, po którym min. przejechał się Oleksy. Akurat tak się składa, że osobiście poznałem noszącą je osobę...

Było to podczas ostatniej kampanii prezydenckiej. Otóż kancelaria partii, której ten pan przewodzi, wynajęła dla niego i jego ludzi, na jedną noc pokoje w pensjonacie, który prowadzimy razem z żoną w sezonie letnim, w pewnej znanej, nadmorskiej miejscowości.

I tak późnego lipcowego wieczora, Pan Kandydat Na Prezydenta z ramienia pewnej lewicowej partii, pojawił się w naszym pensjonacie. Cztery godziny później niż miał, ale chuj, w końcu nie był pierwszym lepszym klientem, ale kimś wyjątkowym. Jego wypasiony wolkswagen bus, przemieniony w luksusowe biuro na kółkach, zajechał pod same drzwi hotelu.

Czekaliśmy w nich z żoną i jej kuzynem Darkiem, który pomagał nam przy interesie. Był eks-komandosem, ze sporą już nadwagą, która jednak nie przeszkadzała mu w wykonywaniu na żądanie szpagatu, lub strzepywaniu piętą kurzu z brwi jakiegoś dwumetrowego złamasa. Byliśmy nieźle podjarani, bowiem nie często ma się okazje poznać polityka z pierwszych stron gazet i to jednego z tych, którzy wydają się kompetentni i do których czuje się autentyczną sympatię. No więc bryka polityka zajechała pod hotel i otworzyły się drzwi . Pan Kandydat Na Prezydenta dosłownie wypadł ze środka samochodu, omal nie rozbijając sobie ryja o bruk. Asystent, który pojawił się za nim, szybko pomógł mu wstać. Pan Kandydat Na Prezydenta wziął się w garść, jakoś złapał równowagę i uścisnął nam wszystkim ręce , bełkocąc pod nosem słowa powitania. Potem, obijając się o ściany jak kulka w automacie zręcznościowym, poszedł schodami za moją żoną na pokoje. Nie wyglądał wcale godnie. Ani tak ładnie jak w telewizji. Chyba sam dobrze zdawał sobie z tego sprawę i dlatego starał się jak najszybciej znaleźć w pokoju. Asystent, który pozostał na dole, pizduś w okularkach, chciał coś powiedzieć, ale chyba potknął się o własne sznurowadła i gdyby nie oparł się na mnie, zaliczyłby glebę jak nic. Gdy go stawiałem do pionu, odbiło mu się i z gęby buchnęła mu niezła gorzelnia. Smród nie strawionej wódy rozszedł się dookoła. Spojrzałem na Darka. Darek spojrzał na mnie. A potem, widząc głupią minę asystenta Pana Kandydata Na Prezydenta, obaj spojrzeliśmy w gwiazdy na niebie. Świeciły pięknie, jak cycki panienek na wszystkich czerwonych ulicach świata. Darek zaprowadził najebanego asystenta do góry.

Tymczasem kierowca, który pozostał w samochodzie, próbował wycofać brykę sprzed wejścia i wjechać na parking dla gości. Chujowo mu szło. Cofał i wracał, nie mogąc jakoś trafić w kilkumetrową, otwartą bramę. Podszedłem do samochodu i otworzyłem drzwi.
- Pomóc Panu? -zapytałem.
- E, nie - odparł kierowca. Okiem pijaka z osiemnastoletnim stażem, oszacowałem go na cztery promile.- Dam...sobie...rade.
- Dobrze - odparłem grzecznie i zatrzasnąłem drzwi.

Przez jakieś pięć minut obserwowałem jak próbuje utrafić samochodem w parking, a potem znowu podszedłem i otworzyłem drzwi od strony pasażera.
- Może jednak pomogę?
- E, nie, coś mi ...się tylko...zacina...w skrzyni biegów.
- OK. - odparłem, stanąłem z boku i dalej obcinałem przedstawienie.

A było coraz lepsze. Zdeterminowany kierowca zaczął rozjeżdżać rabatki - dumę mojej żony. Nie przepadam za kwiatami, więc darowałem mu to. Ale jak zahaczył o tuje, którą sam posadziłem, lekko mnie wkurwił.

Podszedłem do bryki, tym razem od strony kierowcy i szarpnąłem za klamkę.
- Przesuń się! - rozkazałem. Spojrzał mi butnie w oczy, ale zaraz zrejterował i przeniósł dupę na drugi fotel. Widać sam już uznał, że bez czyjejś pomocy, nie uda mu się zaparkować gabloty.
- Eee, a czy ta blondyna... co przyjmowała szefa, jest może... na wyposażeniu pokoju?- zapytał, kiedy manewrowałem samochodem - Niezła laska. Ma fajną dupę.
- To moja żona - odparłem.
- Eee...Zapomnij o co pytałem.
- Zapomniałem.
- Ale tyłek ma naprawdę fajny.
- Chcesz wpierdol?

Nie odpowiedział. Zaparkowałem samochód. Potem poprowadziłem kierowcę do jego pokoju. Na schodach musiałem go przytrzymać, żeby nie zleciał. Podziwiałem go. Przyjechał w takim stanie samochodem z wiecu wyborczego w Koszalinie, w samym środku sezonu, kiedy droga prowadząca nad morze, jest ruchliwa o każdej porze. Ja bym tak nie potrafił. Rozwaliłbym się na pierwszym zakręcie. Chociaż mając we krwi o promil mniej niż on, raczej dałbym radę.
- Tu jest twój pokój - powiedziałem, otwierając przed nim drzwi.
- Od kiedy jesteśmy na ty? - zasępił się, jakby ujrzał mnie pierwszy raz na oczy.
- Posłuchaj, kurwa. Właź, pierdolnij się na wyro i walnij w kimę. Dobrze ci to zrobi. Patrząc dziś na twojego szefa, ciebie i tą ulizaną cipę w brylach, napierdolonych w trzy dupy, zaczynam się zastanawiać czy stawianie w dalszym ciągu na lewice to dobry pomysł. Najlepiej będzie, jak spierdolisz mi z oczu.

Wlazł z wybałuszonymi gałami do pokoju i zamknął się od środka.

Zszedłem na dół. Pozamykaliśmy z Darkiem lokal. Wyciągnąłem z lodówki dwa browary i wyszliśmy na zewnątrz. Było po północy. Świeciły gwiazdy. Nietoperze uganiały się za jakimś robactwem. A ćmy próbowały wydymać wszystkie okoliczne lampy. Browar był zimny i dobry.
- Popatrz, popatrz - szepnął mi nagle do ucha Darek i wskazał na coś głową. Pan Kandydat Na Prezydenta chwiał się na balkonie i nawijał z kimś przez telefon. Utrzymywanie równowagi ledwo mu wychodziło. Zrozumiałe gadanie przez telefon również.
- Zaraz zjebie się z tego balkonu - stwierdził cicho Darek - I potem będzie w telewizji, że dokonaliśmy na niego zamachu. Że podpiłowaliśmy barierki, czy coś... Na pewno nie powiedzą, że się nachlał i sam wypadł.
- Spokojnie. Wygląda na zawodnika z duża praktyką. W końcu kampania prezydencka już trochę trwa. Spójrz jak świetnie balansuje na nogach. Jak zawodowo. Na pewno da sobie z grawitacją rade - uspokoiłem go.

I faktycznie kandydat na prezydenta poradził sobie. Skończył gadać przez telefon i bez żadnego szwanku zszedł z balkonu.
- Może zadzwonimy do RMF-u? - podsunął Darek - Najebany Kandydat Na Prezydenta z całą świtą, to będzie dla nich hit tygodnia.
- Nic z tego. Mimo wszystko, lubię tego faceta. Na tle tych wszystkich baranów, wydaje się najbardziej rozsądnym politykiem. Nie ma co mu robić koło dupy. To może tylko jedna skucha. Szkoda że to nie Giertych, albo któryś Kaczyński, już by się tu roiło od dziennikarzy. Jemu jednak nie podłożę świni.

Darek był niepocieszony. Zawsze głosował na prawice, co niedziela chodził do kościoła. Ale na szczęście dla Pana Kandydata Na Prezydenta, nie on w tym pensjonacie rozdawał karty...

Pojawiła się moja żona. Usiadła przy nas i łyknęła piwa z mojej butelki.

- Nie uważacie, że ten polityk był podpity? - zapytała.
Obaj zaczęliśmy się głośno śmiać.

Pan Kandydat Na Prezydenta RP i jego skacowana świta, wyjechali wcześnie rano. Oczywiście, jak wiadomo, przejebał z kretesem prezydenckie wybory. Nie załapał się nawet do drugiej tury. Wygrał je pewien mały, zakompleksiony facecik, który w krótkim czasie, do spółki z bratem bliźniakiem, uczynili z dużego i dumnego europejskiego kraju, światowe pośmiewisko. I to, kurwa, na trzeźwo...

K.S. Rutkowski
 
K.S. Rutkowski - Brudne Historie
Z Wysp Szczęśliwych
Krótki kurs Ponglish

Chociaż może wydać się to niewiarygodne, wielu naszych rodaków jedzie do Wielkiej Brytanii nie znając ani słowa po angielsku. Wielu z nich dzieli dom, pokój a czasem nawet i łóżko z innymi Polakami; razem też pracują i oglądają polską telewizję. Ktoś mógłby pomyśleć, że w takiej sytuacji nauczenie się języka angielskiego jest niemożliwe, nierealne, wręcz graniczy z cudem. A jednak Polacy radzą sobie, a nawet twórczo wzbogacają nasz język o nowe słowa.

Jeśli ktoś zaczyna pracę na budowie, może być zaskoczony specjalistyczną, naukową terminologią, jaką stosują "builderzy":

- Dzisiaj jesteśmy busy, bo jutro przyjeżdża skip i do tego czasu site musi być ready! Potem do soboty plastrowanie i szybko cleaning, bo już czeka następny kontrakt!

Oznacza to, że dzisiaj będziemy bardzo zapracowani, bo jutro przyjeżdża śmieciarka i miejsce remontu musi być przygotowane do tynkowania, no a potem już tylko sprzątanie. Warto wiedzieć, że nawet jeśli nie jesteś plastrarzem, plumberem czy carpenterem, to zawsze możesz zatrudnić się jako labourer do demolki!

Okazuje się, że w hotelu też nie jest lekko:

- Dzisiaj rano miałam pięć deparczerów, był straszny zapieprz, a jeszcze Jenny na mnie wpadła jak pchałam troleja! Bollocks!

Ale w miarę pobytu w Anglii, zaczynamy nabierać podejrzeń, że to nie słownictwo zawodowe jest takie hermetyczne, tylko Polacy mówią dziwaczną mieszanką polsko-angielską, zwaną tu Ponglishem. Słowa tego slangu tworzone są z angielskiego pnia i polskich końcówek:

- Jutro mam offa i będę hooverować flat.

- Chcesz wódki z sokiem cranberrysowym czy orange-juice'owym?
- Z cranberrysowym. Tenks!
- No probs.

- Mobajl mi padł, bo zapomniałam go naczardżować!

- Ten flat jest tani, 400 dla landlorda i 80 council taxu. Ale i tak będę się starał o house benefit.

Większość Polaków wynajmuje "bedsity" albo "studio flaty", a ci którzy mieszkają tu dłużej, załatwiają sobie flaty "councilowskie", czyli po staropolsku: mieszkania komunalne.

Na własne potrzeby stworzono alternatywną mapę Londynu. I tak niektórzy mieszkają "na Tutingu" (Tooting Broadway), inni "na Actonie", "Stratfordzie" czy "w Hamerszmicie". Turnpike Lane stała się Turpikiem, a Chiswick - Czyżykiem.

Linia metra to "tuba". W Londynie jest ich kilka: Jubilee jest nazywana "dżubilką", Picadilly Line to "pikadilka", a Central Line to "centralka". Dużo jest tych linii, ale w godzinach szczytu, kiedy jest największy trafik, najgorsze są delaye.

- Jestem teraz w tubie. Będę później na flacie, bo w centrum były straszne delaye. Jakby co, to łap mnie na mobajlu.

Bilet komunikacji miejskiej to "trawelka" albo "bus pass". Lokalna waluta to "pandy", pensy to "pi", a rozmaite instytucje nie nakładają opłat tylko Cię "czardżują".

Jeśli jesteś głodny, to polecamy kebaby w take-away'u albo hambiego w Makdonaldzie. Zakupy można robić w markecie, corner shopie czy off-licensie. Można tam też "natopować" (od "top up" - uzupełnić konto) swój mobajl.

Kiedy już złapiesz jakąś robotę, to musisz się umówić na interview w sprawie NIN-u. Rozmowa nie odbędzie się w urzędzie pracy, ale w "Job Centre", gdzie urzędnik wypełni z Tobą "formę".

Wprawdzie żadna praca nie hańbi, ale cleanerka, operka, carerka brzmi już chyba lepiej niż sprzątaczka, niańka czy opiekunka dziadków, prawda? Małżeństwo Polaków nie przyzna się, że oboje żyją z zasiłku. Nie, nie. Oni są "na benefitach"! I od razu życie staje się piękniejsze.

- Zatrudnię dziewczynę do coffee shopu na full time od zaraz!

Jeśli w nowej pracy nie płacą za brejki i overtajmy - to pejslipy będą cienkie.

- Supervisor to "kawał chuja", bo mi wlepił "shiftę" na niedzielę. Ale dziś wieczorem będę miał rozpisaną "rotę" na przyszły tydzień, to zobaczę jak stoję z czasem i może zrobimy jakąś "pajntę" w pubie.

Z kolei księgowe robią cash booki, payrolle, rozliczają petty cash i wystawiają inwojsy. Pracują full time albo na part-tajmach w kilku offisach. Nie przelewają pieniędzy, tylko je "transferują".

Jeśli dostaniesz holiday'a, to pewnie jesteś cały happy. No chyba, żeby Ci na lotnisku skancelowali lot do Polski, to będziesz rzucał "fakami", bo trzeba przebukować bilet.

Jak widać, Ponglish może być dość skomplikowany. Mało tego, że w języku polskim używamy pięciu rodzajów i siedmiu przypadków dla rzeczowników. Tu, za granicą, musieliśmy sobie dodać jeszcze szósty rodzaj: nijaki-angielski.

W kolejnej części naszych badań etnograficznych omówimy życie seksualne Polaków w Anglii. Kiedy uprawiają seks? Jak to robią? I po co? O tym już w następnej części "Z Wysp Szczęśliwych".

Cheers Mate! - Tangle Foot


Sprawdź, co przegapiłeś, bo piłeśNext!