środa 06 kwietnia 2011
![]()
Ciekawostka: "Stacja była w stu procentach improwizowana" - cytat z Mecwaldowskiego w Playboyu. Czyli nie sos improwizacji, ale całe danie - szacun!
Pozytywny szok nie trwał zbyt długo. Mini-serial “Stacja” został wypuszczony na początku tego roku w 4. odcinkach. Ale to i tak sporo, zważywszy, że prawdopodobnie przyniósł same straty. Rzecz jest zbyt absurdalna, aby została doceniona przez wpierdalaczy chipsów.
Ale o co, do kurwy nędzy, w ogóle chodzi? O parodię stacji telewizyjnej zagraną przez troje aktorów znanych jako Tomasz Kot, Wojciech Mecwaldowski, Iwona Wszołkówna. Zresztą chuj im w dupę, kogo tak naprawdę obchodzi nazwisko, jeśli nie brzmi jak “Pazura”, “Janda” albo “Linda-pinda”? Nikogo.
Każdy jako-tako obyty matoł dostrzeże w “Stacji” klimaty Saturday Night Live. Oczywiście, w ramach proporcjom, mocium panie. Chodzi o samą ideę, a to że cały budżet polskiej produkcji jest porównywalny z kosztem samej depilacji Adama Sandlera do jednego odcinka SNL nie powinno działać na was zbyt odstraszająco.
(kurwa, po co pisałem o tym zjebie? Teraz będziecie myśleli, że lubię oglądać amerykańskiego ASa. Choć trzeba przyznać, że w “Funny People” dał radę)
“Stacja” to zajebista satyra telewizyjnej bufonady w polskich realiach. Dla każdego komu Tomasz Lis, Kamil Durczok i Justyna Poruchanke zryli beret stanowi pożywną odtrutkę. Podlaną sosem improwizacji (nie zawsze udanej), absurdu, wulgarności i prostactwa.
Mi smakowało. Oglądać na vod.onet.pl, bo przecież nie w TV.
Do zobaczenia,
Dla portalu DziwneTabletki.com pisał Paweł Wawawasz
Po co? Bo nie chcemy tu dzieci neostrady i onetowych tłuków.
Nie masz jeszcze konta?
Rejestruj ryja NOW!