Na gejowskim uczynku!Podróż tanią linią lotniczą dostarcza niebywałej satysfakcji obserwowania rodaków, ale jebać to. Każdy, kto leciał pizdolotem, z grubsza wie, jak to wygląda. Oleję więc to żałosne pierdolenie, a dla odmiany skupię się na pozytywnościach.

A było ich bez liku! Piwo Murphy’s, Bulmers i podobno przereklamowany, „turystyczny” Guinness - te zajebiste gówna serwowali w równie zajebistych, klimatycznych pubach. Niektóre polskie „swojskie chaty” na Kaszubach też są OK., ależ kurważ, ileż można… Poza tym, w porządnym irlandzkim pubie czuć spuściznę, klimat (the klimat) budowany, nawarstwiany, pucowany jak blat przez dziesięciolecia, jeśli nie setki lat, a nie szybką inwestycyjkę przy drodze krajowej nr 8, żeby zdążyć na Euro 2012 i podać hot-doga.

Z żarła sympatycznie wspominam biały i czarny pudding, czyli jebaną kaszankę. Proszę, tylko nie donoście o tym Sado. Do tego krewetki w różnych postaciach zwane w tamtym rejonie prawns, a nie shrimps. Nic, tylko dupę lizać!

Co szczególnie zaskoczyło mnie in plus to fakt, że Zielona Wyspa okazała się rzeczywiście w chuj zielona! I to w jebanym styczniu! How crazy is that? Pretty crazy. Spodziewałem się nie lada chujni z grzybnią i brązowej, gnijącej sraki, a tymczasem powitała nas zielona trawka na równie zielonych wzgórzach, również łonowych.

Ciekawostka ze sztambucha niedzielnego podróżnika, śladami Tony’ego Halika: irlandzki język nie jest za chuja podobny do angielskiego bublania. I nie mówię tu a akcencie, ale o zupełnie osobnym języku. Wiecie, taki niedouczony tłuk jak ja, wychowany na kreskówkach i ketchupie, nie był tego wcześniej świadom. Dopiero MADness musiał wytłumaczyć mi, że Irlandia nie jest częścią ani UK, ani GB. Więc sami widzicie… zresztą, i tak mu nie uwierzyłem i twierdziłem, że jestem w Anglii, skoro wszyscy mówią po angielsku. Przezornie zachowałem jednak te uwagi dla siebie, nie dzieląc się nimi z tubylcami.

Dzięki uprzejmości lokalnie rozsianych rodaczek (pozdro Justyna & Jola) woziliśmy się po okolicach Clonakilty - uroczego zadupia, godzinę drogi od Cork (czyli tam, gdzie pracują wasi starzy, a może nawet wy osobiście). Niewymuszona, bezinteresowna, codzienna uprzejmość to zresztą kolejna cecha odróżniająca lokalsów od bardziej zdystansowanych Angoli, o Polakach nawet nie wspominając. Fajnie jest chodzić po ulicach bez wkurwionych, pozdrawiających się zgoła bez sensu ludzi. Ale jakiż jest sens we wkurwie i smutku, który przyodziewa nasze kochane rodzime mordy? Przydaje nam dystyngowania, uszlachetnia?

Z tego miejsca jeszcze raz (tym razem publicznie) liżę rowa MADowi za zaproszenie mojej szacownej dupy (i tej drugiej dupy - Pussy) na Zieloną Wyspę, która chujem nie śmierdzi. Jak szalone to jest? Powiedziałbym, że dość szalone. Przynajmniej na tyle, aby wspomnieć o tym na łamach DT i zapamiętać w przyjemnych rejonach świadomości.6 miesiąc ciąży

Tydzień upłyną szybciej niż aborcja na holenderskiej barce. Była niekontrolowana nagość, było dużo rodzajów alkoholu, był Tarantino, nazi zombies i GTA4 – wszystko, co do życia potrzebne.

Podróż powrotna do kraju moich rodziców, dziadków i mnie samego przebiegała wedle przewidywalnego scenariusza. Tak, znalazł się najebany, nie umiejący wybełkotać słowa po angielsku robol w obowiązkowej skórze z poprzedniego milenium. Biedaczysko, próbował dopić się w samolocie, ale już na wejściu zabrali mu paszport.

- Kupiłem bilet, więc macie mi, kurwa, służyć! – te słowa nie wzbudziły u załogi samolotu chęci podzielenia się pokładowymi zasobami alkoholu z Zibim – jak raczył się przedstawić wszystkim dookoła. Zgadza się, siedzieliśmy zaraz za nim. I tak, opuścił samolot ostatni, choć ledwo pod dotknięciu kołami ziemi (kiedy wszyscy rodacy klaskali – ciekawy zwyczaj), rozpiął pasy i zerwał się sięgać po bagaż.

Gwoli ścisłości, ja też nie grzeszyłem lansem z tygodniowym, iście menelskim zarostem. Ale to już temat na osobną historię, którą poznacie z mnóstwa durnych filmików jakie nagraliśmy. Po zmontowaniu (czyli pewnie za ok. 65 lat) udostępnimy je na naszym TyTubowym kanale, żebyście nie mieli już cienia wątpliwości, jak ograniczony jest nasz zasób słów, umiejętności kaleczenia języka (każdego) i generalne ubóstwo umysłowe.

Cheers, mate!

Żeby napisać komentarz musisz się zalogować.

Po co? Bo nie chcemy tu dzieci neostrady i onetowych tłuków.

Nie masz jeszcze konta?
Rejestruj ryja NOW!

Przypomnienie hasła

Koszulki z nadrukiem