<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<rss version="2.0"
    xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
    xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
    xmlns:admin="http://webns.net/mvcb/"
    xmlns:rdf="http://www.w3.org/1999/02/22-rdf-syntax-ns#"
    xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/">

    <channel>
    
    <title>Dziwne Tabletki</title>
    <link>http://www.dziwnetabletki.com/index.php</link>
    <description></description>
    <dc:language>en</dc:language>
    <dc:creator>franki@dziwnetabletki.com</dc:creator>
    <dc:rights>Copyright 2011</dc:rights>
    <dc:date>2011-04-25T03:08:18+00:00</dc:date>
    <admin:generatorAgent rdf:resource="http://expressionengine.com/" />
    

    <item>

      <title>Kaszub, Ślązak &#45; dwa bratanki</title>
      <link>http://www.dziwnetabletki.com/index.php/teksty/madness/pis_raport_o_stanie_panstwa/</link>
      <guid>http://www.dziwnetabletki.com/index.php/site/pis_raport_o_stanie_panstwa/#When:03:08:18Z</guid>
      <description>Witajcie szanowni Czytelnicy! Mniej szanownych też witam. A że takowi istnieją, jestem pewien! Podobnie jak tego, że Franki w każdym swoim tekście nawiąże do jakiejś formy fekalnych zachowań, dając upust swoim coraz mniej ukrytym schizom.Dowiedziałem się ostatnio z pudełka z gadającą mordą Durczoka w środku, że obywatele naszego kraju dzielą się na mniej i bardziej godnych szacunku. Ojej, ale odkrycie&#8230; wiem &#45; tak było, jest i będzie.

Ostatnio mój najulubieńszy ze wszystkich prezesów ever, Pan Kaczyński Jarosław ukazał mi jak bardzo niegodnym szacunku skryto&#45;niemieckim psem mógłbym się czuć, gdybym utożsamiał się ze Śląskiem. Przeglądając Raport o Stanie Rzeczypospolitej, a następnie czytając na Onecie emocjonalną reakcję Marcina Mellera, zastanowiło mnie, czy aby Ty Franki, Drogi Kolego mieszkający w Gdańsku i tak silnie powiązany z Kaszubami, nie poczułeś się czasem poruszony i zbulwersowany wypowiedzią Jedynie Słusznego i Godnego Prezesa? Może powinniśmy się zbulwersować publicznie i zamanifestować naszą przynależność do kaszubskiej i śląskiej społeczności? Skoro taki autorytet w świecie golizny, jak Marcin Meller się spienił... Wydaje się mi, że jest coś na rzeczy, Kolego.

Franki: Czy aby na pewno kierujesz te słowa do mnie, wąsaty śląski pokurwiu? Moje rzekome kaszubskie korzenie powinny latać Ci koło chuja, podobnie jak pierdolenie Prezesa i jego pokracznych bękartów. Wolne Miasto Gdańsk wciąż walczy i wstydzi się za takie szwabskie szumowiny jak Ty! Wyciągając z szafy (z ang. klozet) kościotrupy niemieckich żołnierzy SS, Luftwaffe i Volksdeutschów, te karykatury polityków pokazują jedynie swoje otępienie umysłowe. To że znajdą poklask wśród części plebsu (na szczęście coraz mniejszej) niespecjalnie mnie dziwi &#45; przecież wiemy, że &#45; cytując Doktora Janiszewskiego z zespołu Bielizna &#45; żyjemy w dzikim kraju.

MADness: DTąd myślałem, że Jedynie Słuszna Partia z Jedynie Słusznym Prezesem zajmować się będzie szukaniem wrogów na zewnątrz naszego kraju, co by elektorat w lęku jednoczyć w Jedynie Słusznej Sprawie, a mianowicie ukazaniu jak sprzedajną i poddańczą zewnętrznym, obcym, wrogim wpływom jest PO i niejaki Donald T. A tu niespodziewanka – Kaczor niczego się nie nauczył po żałosnej wycieczce osobistej, jaką poczynił wypominając Tuskowi (ryjem Kurskiego) Wehrmacht w genach. Cały ten Raport o stanie RP sprowadza się dzięki takim wypowiedziom do rangi broszurki – kojarzącą się raczej z prawicowymi, często antysemickimi &#8220;książkami&#8221; sprzedawanymi do niedawna w kioskach RUCHu. Raportem Kaczyńskiego przejmą się li tylko Ci, których Pan Prezes przekonywać już i tak nie musi, a Ci którzy ewentualnie się wahali, znów (mam nadzieję) uświadomili sobie jak niezrównoważoną i autodestrukcyjną partią jest PiS.

Jak się więc czujesz, drogi Franki, jako antypolski pierwiastek niszczący spójność naszej Ojczyzny? O ile żaden z nas nie był, nie jest i nie zapowiada się by został: za&#45;HIV&#45;ionym czarnuchem, Żydem, masonem, homosem lub innym wyłomem w oczach PiSowców, o tyle, po raz pierwszy – czysto teoretycznie – możemy poczuć się pełnoprawnym celem Prezesa K. Czyż to nie szalone (gówno)?!

Franki: Istotnie, jest to gówno tak szalone i na takim poziomie, jak przedrzeźnianie jąkającego się dałna, czy publiczne wyśmiewanie dziecka z deformacją &#45; jakkolwiek cieszące są to aktywności, ludzi na naszym wysokim poziomie intelektualnym po pewnym czasie zaczynają nużyć. Tak samo wyśmiewanie PiSu &#45; wydaje mi sie zupełnie zbędne, bo niedoruchane, zakompleksione człony z tej partii doskonale potrafią robić pośmiewisko same z siebie. Po co mamy im w tym przeszkadzać lub pomagać? Do pełni szczęścia brakuje mi jedynie kurwoliszka Kurskiego &#45; ostatnio zdecydowanie zbyt rzadko wyskakuje przed kamerę żeby potwierdzić swój kultowy status końskiej spierdoliny. A może to tylko moje subiektywne wrażenie, bo nie oglądam ostatnio TV za często&#8230; (za dużo sprzątania rzygów)

MADness: Mnie, mieszkańca Opolszczyzny/oppeln, uderza jednak jeszcze jeden fakt. W rankingu Wrogowie Prawdziwych Polaków &#45; który jeszcze nie istnieje, ale mógłby istnieć &#45;&amp;nbsp; jako Opolanin nie zasługuję nawet na miano &#8220;śląskiego, skryto&#45;niemieckiego, antypolskiego psa&#8221;. W mej Małej Ojczyźnie bowiem niemieckich korzeni nikt nie ukrywa. Nie sposób więc tu mówić o &#8220;zakamuflowanej opcji niemieckiej&#8221;. Nikogo nie dziwią niemieckie nazwy miast i wsi, niemieckie nazwy urzędów tu i tam, nieliczne pomniki z ciągle świeżymi kwiatami na grobach żołnierzy Wehrmachtu. Jestem więc nawet niżej niż Ty, Franki – jestem na samym końcu, na najniższym szczeblu. Damn! Albo raczej: sheisse!!!

Franki: Brabo, kolego! Nareszcie odkryłeś swoje prawdziwe, parszywe oblicze! Wpierdalając kluski śląskie, które onegdaj razem beztrosko lepiliśmy, nawet nie przypuszczałem, że skrycie przygotowujesz grunt pod masowy wykup gruntów i powiększanie przestrzeni życiowej dla ziomków Eriki Steinbach. Jednak póki Polska nie zginęła, sugeruję Ci przywdzianie na łeb górniczego kołpaka i zapierdalanie na przodek ze słowami &#8220;Hail to the Hitla, baby!&#8221; na ustach.

MADness: Wiesz, dotąd brałem na klatę Twoje obelgi, bo my &#45; prawdziwe aryjskie Ślązaki &#45; słyniemy z dumy i opanowania. Przebrała się jednak miarka, jakem Marcus Von MaDnestein! Nie rozmawiam więcej z Tobą yeahbunny Śledziu po Kaszubsku. Czuć od Ciebie odwieczne, historyczne kompleksy, które maskujesz ze swymi pobratymcami idiotycznym dialektem, kojarzącym się mi z arabskim bełkotem lub kaszlem świni. Bez węgla, cementu i tanich używanych niemieckich aut, których zagłębiem jest Śląsk, kwiliłbyś cichutko, łkając co chwilę do podusi w kształcie kotwicy, foki albo jakiejś innej małży! 

Niech Cię zaleje fala tsunami, Ty gdański potomku kupców, którzy &#45; jak powszechnie wiadomo &#45; kupczyli nawet swoją polskością. Templariusze, Krzyżacy, Niemcy  mieli na was wyjebane. No, może wujcio Hitler miał najmniej wyjebane, ale nas &#45; na Śląsku &#45; i tak bardziej loffciał!</description>
      <dc:subject></dc:subject>
      <dc:date>2011-04-25T03:08:18+00:00</dc:date>
    </item>

    <item>

      <title>Prawda w dupę kole</title>
      <link>http://www.dziwnetabletki.com/index.php/teksty/franki/prawda_w_dupe_kole/</link>
      <guid>http://www.dziwnetabletki.com/index.php/site/prawda_w_dupe_kole/#When:06:37:04Z</guid>
      <description>Większość ludzi to idioci – wielkie mi objawienie! Każdy z was przyzna mi rację, z zastrzeżeniem i uśmieszkiem pod nosem,no ale przecież to nie ja &#45; ja jestem zajebisty &#45; debile to ci inni. 
Right...Mając trzydziestkę na karku (i nie mówię tu o jakiejś starej świni drapiącej mnie po plecach), mniej więcej od 10 lat żyję z trudną do udźwignięcia wiedzą, że zdecydowana większość współobywateli tej pięknie obsranej planety to zwykli debile, których główne zajecie stanowi bycie bezwolnymi idiotami i &#45; co gorsza &#45; trwanie w tym stanie.

Powyższa diagnoza jest prosta jak tok rozumowania Niesiołowskiego. Powstaje jednak pytanie: czemuż, ah czemuż, tak uważam? Dlaczego tak brzydko piszę o innych, Bogu ducha winnych, współludziach? 

Każdego dnia stawiane są przed naszymi worami szanse do wykorzystania. Ten motywacyjny bełkot rodem z książeczek z serii „Uwierz w siebie dla opornych” i Matrixa ma więcej wspólnego z rzeczywistością, niż się wydaje. Idąc codzienne ulicą, rozmawiając, przeglądając net, omijamy dziesiątki, setki okazji na nową pracę, nowe znajomości, satysfakcjonujący seks, miłość życia, atrakcyjną inwestycję, poprawę czyjegoś/swojego losu. Nie korzystamy z tych wszystkich możliwości – ba, nasz mózg z góry filtruje je nie dopuszczając ich nawet do świadomości – bo próba zjedzenia każdego cukierka w tajemniczym opakowaniu skończyłoby się dłuższym pobytem w zakładzie psychiatrycznym (wraca wątek Niesiołowskiego). Tu i teraz istniejemy tylko w czterech wymiarach i nie jesteśmy w stanie zrobić wszystkiego. Musimy wybierać. 
Świadome wybieranie prowadzi do zmian. I tu pojawia się problem.

Większość ludzi decyduje się na zmiany w swoim życiu jak najrzadziej. Często dopiero po przyparciu do muru przez sytuację, nie mając innego wyboru. Dlaczego? Bo to boli, myślenie boli, to spory wysiłek. Zwyczajnie się nie chce. 

Kurwy, o co tu chodzi?! Narzekacie, jojczycie na swoje życie, jesteście niezadowoleni – przeważnie z wykonywanej pracy i sytuacji rodzinnych – a kiedy stają przed Waszymi głupimi ryjami możliwości  &#45; a czasami nawet gotowe rozwiązania – to miast wykazać minimum inicjatywy lub zwykłej ciekawości, od razu chowacie się w obronnych kokonach uprzedzeń, wymówek,&amp;nbsp; strachu przed porażką, braku wiary we własne możliwości.&amp;nbsp; 
Jest mi Was żal, to jest zwyczajnie smutne. 

Oczekujecie sukcesów, polepszenia własnej sytuacji bez minimum wkładu własnego w postaci wysiłku. Jak najczęściej „inwestujecie”? Kupując losy na Lotto i wysyłając smsiki w konkursikach, bo „przecież jest szansa!”. Wierzcie lub nie &#45; nigdy w życiu nie skorzystałem z takich zajebistych okazji. Dlaczego? Bo zwyczajnie obrażają moją inteligencję.&amp;nbsp; Płacenie za iluzję – to dopiero kretynizm. Ale, jak widać po powszechności loterii, niewielu podziela taki punkt widzenia.

Tak naprawdę większość z Was nie chce nic zmienić w swoim życiu. Jęczycie jedynie „gdyby to, gdyby tamto…”. Na takiej samej zasadzie ja próbuję polecieć na Marsa.

Głupota polega na zamykaniu się na jakiekolwiek możliwości z powodu strachu, uprzedzeń i braku refleksji. Mądrość &#45; na umiejętnym oddzieleniu możliwości, które jesteśmy w stanie wykorzystać od takich, które nie są optymalne dla nas.

Mam wysrane na ludzi, którzy wymyślają wymówki żeby stać po uszy w gównie: brak czasu, ważne sprawy, nie najlepszy okres. Szanuję ludzi, którzy stawiają sprawy jasno, potrafią odnieść się do meritum i realizują swoje koncepcje, a nie bezwolnie poddają się presji otoczenia i własnych strachów. Dla każdego z nas to szambo pełne gówna oznacza coś innego, zasada pozostaje ta sama.

Nie napisałem tego tekstu o wyimaginowanych idiotach oglądających Klan, ale o każdym z Was i o sobie samym. Ci ograniczeni debile są w mojej rodzinie, wśród moich znajomych i stanowią 99% ludzkości. Patrzę na takiego idiotę codziennie w lustrze. Ale – w przeciwieństwie do Was – staram się coś z tym robić. 

P.S. Nie byłbym sobą, gdybym nie wykorzystał tej okazji do polecenia dwóch koszulek 
à propos:</description>
      <dc:subject></dc:subject>
      <dc:date>2011-04-03T06:37:04+00:00</dc:date>
    </item>

    <item>

      <title>Jebać państwo w dupę: OFE&#45;srofe</title>
      <link>http://www.dziwnetabletki.com/index.php/teksty/franki/ofe_emerytury_zus/</link>
      <guid>http://www.dziwnetabletki.com/index.php/site/ofe_emerytury_zus/#When:14:08:21Z</guid>
      <description>Serwowany nam od dłuższego czasu skowyt w sprawie OFE jest idealnym, klinicznym wręcz przykładem fikcji jaką jest państwo i prawo.Leszek Balcerowicz, którego argumentacji broniącej OFE ani nie podzielam, ani nie neguję (bo się zwyczajnie na tym nie znam, podobnie jak 99% obywateli), podniósł w swoich wypowiedziach istotną kwestię, która sprowadza się do tego, że aktualnie rządzący podważają zaufanie do państwa jako instytucji. Trudno się z tym nie zgodzić. 

Państwo i obowiązujące w nim prawa to nic innego jak umowy społeczne. Jeśli umowy te są zmieniane zbyt często, ludzie widzą, że nie mogą im ufać. Ustalenia sprzed kilku lat, które dotyczyły naszych emerytur, a więc miały obowiązywać w horyzoncie kilkudziesięcioletnim, po kilku latach są bezceremonialnie wyrzucane do kosza i można sobie nimi podetrzeć dupę. Gdyby dotyczyło to tylko papieru, na którym wydrukowane były paragrafy, to jeszcze luz. Gorzej, że chodzi o naszą forsę.

 Dlatego ani mnie ziębi, ani grzeje, to co się dzieje w sprawie OFE. Moje, Twoje i  pieniądze innych pracujących ludzi odprowadzane do ZUS i funduszy emerytalnych są rozkradane poza naszą kontrolą i prawdopodobnie nigdy ich nie zobaczymy, a jeśli już, to jedynie jakiś ułamek, żałosny ochłap. Zainwestowane samodzielnie, mogłyby przynieść wielokrotny plon, ale przecież system musi się wykarmić. Za kilka lat znowu wydarzy się jakiś kryzys, który da pretekst do kolejnej zmiany reguł gry.

Wydawać by się mogło, że ubolewam nad faktem, iż powaga naszego państwa jest nadwątlona. Nic bardziej mylnego. Jakkolwiek nie mam w sobie zrozumienia dla ruchów anarchistycznych, to aktualny sposób rządzenia i finansowych machinacji  (w szerokim światowym wymiarze, a nie tylko polskim korytku) jest tak kretyńsko skonstruowany, że wywrócenie systemu jest kwestią czasu. Mediokracja i pseudowolny rynek nie tworzą lepszego świata, a jeśli nawet, to zdecydowanie za wolno.

Państwa i świat finansjery zawsze wyjebią w dupę zwykłego szaraczka &#45; niezależnie od szerokości geograficznej. Dlatego warto robić ruchy wyprzedzające i samemu jebać ich na partyzanta gdzie tylko się da. Oczywiście w poczuciu patriotycznego obowiązku. Guerilla style!

P.S. Od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem rozpoczęcia cyklu &#8220;Jebać państwo w dupę&#8221;. Zapewne już niebawem rzeczywistość przyniesie temat na kolejny tekst&#8230;</description>
      <dc:subject></dc:subject>
      <dc:date>2011-03-13T14:08:21+00:00</dc:date>
    </item>

    <item>

      <title>JP100%</title>
      <link>http://www.dziwnetabletki.com/index.php/teksty/madness/hwdp_pokoleniejp2_jebac_policje/</link>
      <guid>http://www.dziwnetabletki.com/index.php/site/hwdp_pokoleniejp2_jebac_policje/#When:21:22:28Z</guid>
      <description>Gdy zobaczyłem na ulicach młodych ludzi w koszulkach i bluzach z napisem „JP”, „JP 100%”, obrałem to za dobrą monetę. W myślach mych gorączkowo szukać zacząłem nauk Papieża Jana Pawła I.Czyżby ci młodzi ludzie o wyraźnej fiksacji na punkcie siłowni, sportowej odzieży, środków psychoaktywnych i psów o szczurzych mordach, mieli tak wielkie poważanie dla słowa głoszonego przez tego mało znanego Następcy Piotra, jakim był właśnie Jan Paweł Pierwszy?

Pokolenie JPII, o którym głośno zrobiło się kilka lat temu, okazało się bardzo pojemnym terminem. Ludzie w różnym wieku wyrażali przynależność do grupy osób, na życie których wpłynął Jan Paweł II. Nawiasem mówiąc – wiele z osób afiszujących się statusem POKOLENIE JPII nie wie co to personalizm, nie zna &#45; choćby z tytułu &#45; żadnej książki Wojtyły, czy też encykliki Jana Pawła II. Inna sprawa, że słowo pisane autorstwa Kardynała Wojtyły, a później Jana Pawła II do najłatwiejszych w interpretacji i przyswojeniu nie należy, stąd mało kto próbuje się tym kłopotać. Dużo łatwiej zająć się pałaszowaniem kremówki i powiesić na ścianie kalendarz z uśmiechniętą, pogodną twarzą Tego Wielkiego Polaka, by czuć przynależność do pokolenia JPII.

Widząc więc młodzież z napisem JP, albo JP100% myślałem, iż nawiązują do Papieża Jana Pawła I (urzędował bardzo krótko w 1978 r. tuż przed Janem Pawłem II) lub – przez młodzieńczą beztroskę i tendencję do skrótów – chodzi im także o Papieża Polaka&#8230;&amp;nbsp; A może idzie o Józefa Piłsudskiego?! Boże, cóż za wspaniałe wartości!!!

Niejaka FIRMA – koncertująca onegdaj w moim mieście i głosząca słowo mówione ku chwale braci chuliganów – oświeciła mnie swoim teledyskiem mniej więcej w tym samym czasie, gdy zobaczyłem na jakiejś koszulce tekst „JP” (przód) i „CHWDP” (plecy). Skojarzyłem wtedy, iż skoro „CHWDP” nie jest to skrótem od: Chwała Wszystkim Dobrym Policjantom (albo od: „Chomik Wpadł Do Pomidorówki”), to i  „JP” nie odwołuje się do imienia żadnego z Następców Piotra.

JEBAĆ POLICJĘ &#45; brzmi dumnie wygłaszane rozwinięcie tego popularnego ostatnio skrótu.

Ale jak jebać? Czy aby na pewno każdy policjant zasługuje na jebanie? Czy faktycznie świat bez policji byłby fajniejszy? No bo polucjanci się tylko czepiają niewinnych ludzi, prawda? O jaranie, chlanie, rozpierduchę przystanków, koszy na śmieci i przypadkowych autek, przypadkowych frajerskich ryjów&#8230; Tylko na tym się znają. I na karaniu za prędkość, gdy się wyprzedza jakiegoś „dziada”, który nie pozwala się lansować „na pełnej piździe”, z piskiem opon i „zimnym łokciem” w nocnym mieście&#8230; Prócz takiego właśnie czepiania się niewinnych ludzi, pały niczego innego nie robią, czyż nie?

I nawet jeśli nam coś się dzieje złego – np. ktoś bawi się w napierdalanie pałą w lusterka zaparkowanych pod naszym domem autek albo zwyczajnie drze ryja o 3 w nocy tak, że nie da się spać – to wtedy kodeks honorowy JP nakazuje zejść na podwórko z maczetą (ew. skrzyknąć ekipę) lub stulić ryj i siedzieć cicho. Takie prawo ulicy w gangsta&#45;pożal&#45;się&#45;boże&#45;polsce. I napisano w wielkiej księdze białych czarnuchów z blokowisk, której nikt nie widział, ale istnienia której każdy jest pewien: „Zaprawdę powiadam Wam, konfidenci winni być jebani nawet bardziej, niż policja – bo przecież „psy” wykonują swoją parszywą pracę, a konfidentem jest się z porywu serca, ze względu na parszywość ludzkiej natury.” I chuj, że ktoś właśnie rozpieprza ci właśnie ryj, albo &#45; w optymistycznej wersji &#45; furę, którą spłacasz jeszcze i na którą masz złodziejsko wysokie ubezpieczenie. Trzeba być twardzielem. Nie masz ochoty ryzykować kosy w samoobronie, to bierz wszystko na klatę, ale nie dzwoń czasem po gliny, boś wtedy potępiony na dzielni, na wieki wieków amen! A więc prócz „JP”, także „JK”? Jebać konfidentów?

A może Jebać Konduktorów, Rewizorów, Kanarów, Taksówkarzy, Strażników Miejskich, Parkingowych, Skarbówkę, Księży, Polityków, itd.? Przecież w każdej z wymienionych grup mnóstwo złamasów. Do każdej można dorobić filozofię... No ale opór wobec policji pachnie &#8216;zdrowym&#8217; buntownictwem. Niestety kochani, to już&amp;nbsp; nie komuna. Nie ma milicji, zomo, ormo. Nasz kraj generalnie ma bardzo łagodną policję i chore – pełne sprzeczności i ślepych uliczek – prawo, którego nikt nie chce i nie potrafi skutecznie egzekwować. Stąd opór wobec policji nie posiada już tego uszlachetniającego czynnika. Dlatego żal mi tych biednych, młodych, zagubionych, tandetnie wydziaranych, napakowanych i zazwyczaj nagrzanych chłopaczków, którym marzy się gangsterka rodem z L.A. lub N.Y.C. Rozpaczliwie szukają wroga w policji – bo potencjalny wpierdol od policjanta uszlachetnia ich we własnej percepcji i utwierdza w nich poczucie wojny z systemem. A wojna rządzi się swoimi prawami, uprawomocnia do działań poza prawem czasów pokoju – prawem całej reszty bydła, wojną nie objętego. Stąd skrojenie frajera na przystanku, napierdalanie długowłosego brudasa albo pogrom jakichś studenckich leszczów jawić się zaczyna jako niezbędne podczas wojny działania. Działania wręcz strategiczne. Wszystko ma wtedy sens: siłownia, odżywki, chlanie/jaranie, kurator, dozór, wizyty na ostrym dyżurze w celu zszycia pokancerowanego ryja. A wszystko to pod chlubnym sztandarem „JP”.

No ale ja wciąż nie kumam dlaczego jebać akurat policję... Może jednak JW – Jebać Wszystkich? Mieć globalnie wyjebane. Ot, potencjalnie nowe motto dla wielu czytelników DT. „JW” na froncie koszulki, z małym wytłumaczeniem na dole – „Jebać Wszystkich”, a na plecach &#45; „Mam wyjebane – masowo”. Takie motto byłoby dla osób, które wyjebane już mają, ale chcą osiągnąć kolejny poziom. 

Choć mam chyba lepszą propozycję, pod którą – w przeciwieństwie do poprzednich – jestem w stanie podpisać się obiema rękami, nogami, fiutem, dupą i  czym tam chcecie. A więc „JS” &#45; jebać siebie (i nie mam na myśli czynności autoerotycznych)!!! Spróbujmy przyznać czasem przed światem i samym sobą, że bywamy – i to dość często – omylni, niedoskonali, ociężali umysłowo, niekumaci itd. Trudno – trzeba z tym żyć, przyznać rację lub chociaż możliwość racji komuś o zdaniu odmiennym i zwyczajnie nie wkurwiać się i nie spinać za każdym razem, gdy ktoś ma zdanie inne niż my. Taki lajf, chłopaku – przywyknij. Tak bywa, księżniczko, wrzuć na luz.</description>
      <dc:subject></dc:subject>
      <dc:date>2010-11-17T21:22:28+00:00</dc:date>
    </item>

    <item>

      <title>Rozprawka o dobrym ćpaniu</title>
      <link>http://www.dziwnetabletki.com/index.php/teksty/franki/dopalacze_legalizacja_marihuany/</link>
      <guid>http://www.dziwnetabletki.com/index.php/site/dopalacze_legalizacja_marihuany/#When:14:16:10Z</guid>
      <description>Państwo napięło muskuły, media rozpaliły stos, wskazano czarownice, a gawiedź przyklasnęła. Jak zwykle skupiono się na wygodnym i łatwym do obrzucenia błotem wycinku rzeczywistości, podczas gdy całościowy obraz poszedł się jebać.A jakiż to obraz, zapytacie? Bardzo prosty: legalizacja tzw. miękkich narkotyków. Zamiast wyciągać z naszych portfeli kasę na nieskuteczną walkę z tą straszną plagą, czy nie rozsądniej opodatkować zielony dym i podreperować budżet? Gdyby tylko polityka miała coś wspólnego ze zdrowym rozsądkiem&#8230;

Papierosy tylko w Polsce są bezpośrednią przyczyną 100 tyś. pogrzebów rocznie. Wg. strony onkologia.org.pl nowotwory u osób w średnim wieku są pierwszą przyczyną zgonów u kobiet i drugą u mężczyzn. Głównym powodem takiego rozwoju sytuacji epidemiologicznej jest wielkość ekspozycji na czynniki ryzyka, szczególnie bardzo wysoka częstość palenia tytoniu w populacji mężczyzn. 

Jakoś nie zauważyłem powszechnego oburzenia i pogardy dla palaczy. Gdzie pikiety pod kioskami sprzedającymi pety, dlaczego straż wiejska nie spisuje małolatów wychodzących z Biedronki? Więc proszę wsadzić argumenty o mniejszej szkodliwości społecznej palenia tytoniu niż marychy głęboko w kloaczny otwór. Zaraz obok uwarunkowań historycznych i społecznych. Śmierdziele przynajmniej opłacają swoje przedłużone zdychanie (zwane leczeniem) ze złodziejskiej akcyzy. Całe pieniądze z narkotyków trafiają bezpośrednio do kieszeni zorganizowanej przestępczości. Im nie zależy na legalizacji Mary Jane i tabsów, bo przychody spadną. Zabawne, jak przestępcy i państwo mają wspólne cele, mimo że pozornie są w stanie permanentnej wojny. Dzięki niej psy też mają robę. Perpetum debile. Przypominam, że w trakcie prohibicji mafia w USA przeżywała okres największego rozwoju. Ale kto by wyciągał wnioski z historii. 

Jeśli ktoś nie potrafi używać alkoholu lub narkotyków to niech zdycha. Byle nie na nasz koszt (albo Peji), ale na swój. Czyli niech płaci Państwu akcyzę za możliwość odlotu, podobnie jak robi to teraz w przypadku papierosów i alkoholu. 

Część co bardziej tępych tłuków czytających powyższe wypociny może odnieść wrażenie, że jestem pro&#45;dopalaczowy. Cóż, zanim gówno jebnęło porządnie w wentylator, na samym początku dopalania w Polsce rzeczywiście byłem skromnym propagatorem tej idei. Hell, na DT były nawet reklamy dopalaczy. Ale odkąd przez interwencję państwa producenci zaczęli odpierdalać małych chemików i zmieniać receptury co miesiąc, odechciało mi się konsumpcji tego ścierwa.

Mając do wyboru legalne zioło i równie legalny dopalacz z niewiadomym składem, jakiż idiota wybierze kolorową torebeczkę? Chyba tylko wyjątkowy debil, który i tak zasługuje na śmierć. Co z innymi specyfikami? Nie mam zielonego pojęcia, nie siedzę w tym temacie, to po chuj mam się wypowiadać? 

Czemu większość naszych światłych współobywateli nie chce legalizacji miękkich narkotyków? Ze strachu. Z czego wynika strach? Z niewiedzy. A skąd ci biedni idioci mają mieć wiedzę, skoro nie chce im się nawet porządnie podetrzeć dupy? Przecież nie ze szkoły i TV, bo &#8220;drugs are bad, m’key?&#8221;. I tyle. Zamiast od małego rzetelnie uczyć (a nie straszyć!) o narkotykach, okazjonalnie tu i ówdzie wyciąga się obrazki nafaszerowanych heroiną ćpunów, którzy stanowią margines użytkowników drugów. Niewiedza to wspaniała broń, szkoda, że wycelowana w nas samych.&amp;nbsp; 

Państwo polskie wykonując ruchy w sprawie dopalaczy w oczach większości obywateli &#8220;wreszcie wzięło się do roboty&#8221;. Myślenie pragmatyczne zawsze miało w naszym narodzie pod górkę, w przeciwieństwie do myślenia życzeniowego, które ma się świetnie. Niestety, nie da się pogodzić tych dwóch podejść. Zamiast skupić się na sednie problemu (ludzie zawsze będą chcieli się sfazować – w dowolnej formie – i są gotowi za to płacić ciężkie pieniądze), robi się policyjno&#45;sanepidowskie teatrzyki. Czekam na reakcję właścicieli sklepów, bo działając w świetle obowiązującego prawa, mogą sprzedawać co chcą. A jeśli zmieni się prawo, to wiemy już z doświadczenia, że świetnie potrafią się dostosować. Tylko gdzie w tym prawnych przepychankach rzeczywiste rozwiązanie problemu? Tam gdzie zwykle: w dupie.

Zamiast uczyć ludzi, starszy się ich i organizuje kolejne akcje pokazowe. Zamiast bazować na wiedzy, sprawdzalnych danych, żeruje się na strachu, mitach i uprzedzeniach. The show must go on. A kto chce i tak skręca roletę i pierdoli ten cyrk, czego sobie i wam życzę. Cyk&#45;cyk&#8230;</description>
      <dc:subject></dc:subject>
      <dc:date>2010-10-04T14:16:10+00:00</dc:date>
    </item>

    <item>

      <title>Wyruchani.pl</title>
      <link>http://www.dziwnetabletki.com/index.php/teksty/franki/wyruchani.pl/</link>
      <guid>http://www.dziwnetabletki.com/index.php/site/wyruchani.pl/#When:20:27:33Z</guid>
      <description>Rząd PO wyruchał nas bez mydła na cacy. Jak nieletnią niedorozwiniętą prostytutkę, którą najpierw nastraszono złymi wilkami (w tej roli Kaczyńscy – wtedy jeszcze w liczbie mnogiej), wywieziono za miasto i pozostawiono na uboczu drogi z garścią pedofilskich cukierków.Taka prostytutka – alegoria Polski &#45; durna jak sto pięćdziesiąt, nie wie czy ma się cieszyć czy rozbeczeć. Stoi więc dalej przy tej polnej drodze międląc puste opakowanie po cukierku, którego oczywiście wpierdoliła zaraz po wyjebaniu z limuzyny. Tak, limuzyna symbolizuje  wybory. Parlamentarne, dla ścisłości.

To że wielkie wyborcze obietnice PO chuj strzeli było wiadomo odkąd zostały ogłoszone. Na wyborczą kiełbasę skutecznie i długodystansowo można nabierać twardy elektorat PiSu, Platformersi jadą głównie na strachu przed Kaczorami, ale odkąd Lech udał się na wieczne łowy (kto wie, na co poluje? Może na kaczki?), skuteczność tej taktyki spadła o 50%.

Media (czyli TVN, Polsat i Fakt, bo tylko to trafia do ludu) wiedzą o tym, dlatego wciąż nie jadą po rządzie Tuska tak, jak na to zasługuje. Nieliczne głosy jak najbardziej uzasadnionej krytyki są cichą kołysanką w porównaniu z rykiem serwowanym rządowi Kaczyńskiego. Nie żebym użalał się nad tym ostatnim. Rozumiem nawet taką taktykę, bo sam ją stosuję. Strach przed powrotem kartofli jest wielki i odbiera chęć do krytycznego myślenia. 

Bo niby teraz wszystko jest OK. Rząd jest, a jakoby go nie było. Czyli wszystko gra i buczy jak w prawdziwie postępowym państwie. Pytanie, co robi wciąż rosnąca armia urzędników [tu wstawić jakieś dane] przy teoretycznie liberalnym gospodarczo rządzie pozostawiam we wciąż rosnącym zbiorze pytań retorycznych. Tak samo jak kwestie podnoszenie podatków, brak gruntownych reform służby zdrowia, finansów, zezwolenie na trwanie KRUSu&#8230;bla, bla, bla.

Jedyne co rządowi PO wydaje się udawać to polityka zagraniczna. Jeśli jest prowadzona skutecznie, to nie powinniśmy nawet wiedzieć o niej z newsów, bo jest zwyczajnie nudna, ale zarazem skuteczna. Zakładając, że w ogóle jest prowadzona, bo przecież nie można tego stwierdzić po wspaniałych osiągnięciach w kwestii zniesienia wiz do US and A. Ja rozumiem, że jedynym powodem dla którego jeszcze musimy się upokarzać przed ambasadą Najlepszego Kraju Ever są góralskie tępaki, ale czy Radek nie mógłby po prostu porządnie wyruchać Hilary i po szczęśliwie zakończonym stosunku wytłumaczyć jej, że nie mamy zamiaru, ochoty ani potrzeby zastępować Meksykańców?

Aktualny rząd zajebiście opanował palące kwestie obyczajowo&#45;społeczne. Ten slalom mają opracowany do perfekcji. Pierwszy hopek: wyskakuje gej – omijamy, nie drażnić zanadto. Z jednej strony rzucimy Palikota z dildo, z drugiej zawyje i POwygraża pięściami Niesiołowski – wszyscy będą zadowoleni. Następna przeszkoda: kościół – tu pogłaszczemy po główce, poświęcimy Orliki, pójdziemy na mszę, nie usuniemy krzyża i wszystko będzie po staremu. Dalej: in vitro, aborcja, a gdzieś tam na horyzoncie eutanazja – przecież wiadomo, że polskie społeczeństwo nie dorosło do takich tematów… to czym tu się martwić?

I tak do kolejnych wyborów. Już drżę z rozkoszy jakie to wysublimowane strategie wizerunkowe rodzą się w sztabach PO i PiS.&amp;nbsp; Parę tysięcy lat temu śmierdzący kaką&amp;nbsp; Rzymianie żądali od elit chleba i igrzysk.&amp;nbsp; Polakom w XXI wieku wystarczają same igrzyska. Gdyby Obelix dożył naszych czasów, musiałby uaktualnić swoje ulubione powiedzonko.

To smutne i żałosne zarazem, że aktualnie głównymi czynnikami definiującym nasze wyborcze wybory i oczekiwania wobec polityków są najniższe emocje, jak strach i nienawiść. Z drugiej strony, czego więcej można spodziewać się po niedorozwiniętej nieletniej dziwce?</description>
      <dc:subject></dc:subject>
      <dc:date>2010-09-08T20:27:33+00:00</dc:date>
    </item>

    <item>

      <title>Piknik na skraju krzyża</title>
      <link>http://www.dziwnetabletki.com/index.php/teksty/franki/krzyz_pod_palacem_prezydenckim/</link>
      <guid>http://www.dziwnetabletki.com/index.php/site/krzyz_pod_palacem_prezydenckim/#When:19:33:48Z</guid>
      <description>Krzyż to, krzyż tamto… blablabla… do usrania… Myślałem, że uda mi się uniknąć pisania o tym gównie,  ale nie wyszło. Motywatorem mojego spuszczenia się na dwie drewniane deski, była osobista wizytacja na miejscu zdarzenia. Musiałem osobiście sprawdzić o co ten cały ryk.Po wytoczeniu się z taksówki (a tak, biedaczki&#45;polaczki, stać nas!) naszym &#45; znaczy moim i So&#45;bitcha &#45; oczom ukazał się cyrk jakiego nie odda żaden przekaz w TV. Bydło było wszędzie. Główny składnik bydła stanowili ciekawscy gapie, kręcący bekę z całej sytuacji. Ludzie tańczyli, grali w piłkę, przynosili boomboxy, transparenty i ogólnie mieli dobry czas. Happening pełną gębą.


W zasięgu 5 metrów od krzyża wesoła ciżba przeistaczała się w nie pierwszej świeżości (pod względem wieku i zapachu) moherowy tłumek. Nie można się było pomylić, kto tu robi za Prawdziwych Polaków. W przeciwieństwie do rozbawionej całą szopką młodzieży i turystów, samozwańczy obrońcy krzyża wyglądali na dość spiętych i wnikliwie obserwowali każdego przybysza. Nie było zasieków, można było spokojnie przejść, jednak od razu widać było kto pełni funkcje obronne, a kto jest Żydem i masonem. Twarze Prawdziwych Polaków cechowała prostota spojrzenia, ale nie uzębienia.

Przebijał z tych starszych i nienormalnych ludzi taki smutek, żal i gorycz, że nie mogliśmy zrobić nic innego, jak ponabijać się z ich pomarszczonych ryjów. Nagrywanie durnych filmików szybko zwróciło na nas uwagę starszej pani, która tylko trochę napastliwie zaczęła dopytywać się, czy w naszych rodzinach ktoś tragicznie zginął. Nie wiedząc jaki ma to związek z całym tym cyrkiem na Krakowskim Przedmieściu, So&#45;bitch wdał się w nikomu niepotrzebną aczkolwiek cieszącą wymianę zdań. Jak na promile, które uprzednio ochoczo tankowaliśmy, gadał całkiem do rzeczy.

Otóż, mój wielce szacowny kompanion So&#45;bitch słusznie stwierdził, że ci wszyscy ryczący ludzie zebrali się po to, bo czują się wkurwieni/smutni i muszą na kogoś zwalić winę za przypadkową śmierć ich prezydenta i blisko setki innych ludzi. Nie za męczeńską, bohaterską śmierć, tylko za całkowicie niepotrzebne i frajerskie jebnięcie w kalendarz. Pani chyba przyznała mu rację, a potem zaczęła bredzić o jakimś Przemku (chyba chodziło jej o Przemyka). Związek przyczynowo&#45;skutkowy pomiędzy aktualnymi wydarzeniami, a zakatowanym ziomem sprzed blisko 30&#45;stu lat wydał nam się na tyle zagmatwany, że postanowiliśmy wbić w starszą kobitę chuja. Mentalnego, that is. Ubolewamy, że tylko mentalnego, ale była mendziarnia, więc akt nekrofilii mógł się dla nas nie zakończyć pełnym wytryskiem. A lubimy kończyć to, co zaczynamy.

Nie mając już na podorędziu bardziej elokwentnych słów niż „chuj”, „dupa” i „cipa” udaliśmy się robić to co umimy najlepiej – pić dalej. Wygadanego zioma, który pałętał się z nami porzuciliśmy na pozorny żer starszej pani. Jak się później okazało, nawiązali całkiem długą i nieomal sympatyczną dyskusję na tematy historyczne. Precyzując, ziom udzielał starej kurwie wykładu, bo jako że ta chodziła do szkoły w czasach PRL, to niewiele jej z tej wiedzy zostało, a to co zostało niekoniecznie miało odzwierciedlenie w rzeczywistości.

No i tyle. 2 godziny później bydło zostało rozgonione bezpośrednio spod krzyża i postawiono więcej barierek. My w tym czasie spokojnie oddawaliśmy się przyjemnością życia doczesnego w płynie i  w dymie.

Komentarz poronny

Rozumiem, że jesteśmy w szczycie sezonu ogórkowego, ale media które za czołowy temat  wakacji (na zmianę z powodziami, ale to jest temat zrozumiały), obierają sobie krzyż pod pałacem prezydenckim, walą nas  zwyczajnie w chuja i kreują rzeczywistość, która nie istnieje. Gdyby dziennikarskie kurwy słusznie olały całą sprawę in the first place nikomu nie chciałoby się wysiadywać i wznosić modłów. Ale nie. U nas trzeba zrobić z każdego gówna wielki show. No to mohery i oszołomy (przepraszam za powtórzenie &#45;&amp;nbsp; znaczy, że synonim był) przecież nie pójdą spod krzyża skoro mają darmowy czas antenowy w TV. Zaklęte koło debilizmu.

Wiadomo jaką opinię na temat tego konkretnego krzyża mają nasi bliżsi i dalsi znajomi – mają słusznie wyjebane. Tymczasem redaktorzy&#45;potworzy nakręcają na news dnia temat, który powinien być śmiesznym michałkiem na koniec programów informacyjnych. W normalnym kraju. 

W tym 40&#45;stomilionowym kraju jeden krzyż stanowi przez kilka tygodni zasadniczą treść newsów i komentarzy gadających głów. Sprawia, że pod pałacem prezydenckim mamy bariery godne stanu wojennego. Z wytęsknieniem oczekuję na zasieki z drutu kolczastego i koksowniki. Darmowy koks brzmi jak zabawa.

Zajebisty to kraj, spermą i miodem płynący, w którym głównym problemem jest symbol religijny. Nie mamy tu innych spraw, które byłyby istotne przez najbliższe lata i dziesięciolecia. Przełomowe odkrycia w technologii, biologii, medycynie, wyzwania klimatyczne, zmiany społeczne, ekonomia… zieeeeew…. nuuuudy! Kto by się zajmował takimi pierdołami, kiedy możemy po prostu pogadać o dwóch patykach i tablicy obrzuconej gównem. 

Pan który dopuścił się tego ostatniego  czynu wszedł z automatu na pierwsze miejsce w zwyrolskim rankingu „akcja roku”. Jest naszym idolem. Jakoś wszyscy przeoczyli fakt, że podsumował ten cały żenujący spektakl w najbardziej celny sposób.

&amp;nbsp;</description>
      <dc:subject></dc:subject>
      <dc:date>2010-08-19T19:33:48+00:00</dc:date>
    </item>

    <item>

      <title>11 powodów dla których trzeba głosować na Jarka</title>
      <link>http://www.dziwnetabletki.com/index.php/teksty/franki/11_powodow_dla_ktorych_trzeba_glosowac_na_jarka/</link>
      <guid>http://www.dziwnetabletki.com/index.php/site/11_powodow_dla_ktorych_trzeba_glosowac_na_jarka/#When:09:29:03Z</guid>
      <description>Dlaczego akurat 11, a nie 10? Bo Jarek zasługuje na każdy dodatkowy powód. I nie tylko dlatego, że przebrała się miarka.Powód 1: jeśli enigmatyczne narodowe dobro bazujące na micie historycznym przedkładasz nad wartości jednostki, głosuj na Jarka! 

2. Jeśli utożsamiasz się z Prawdziwą Polskością i mesjańską rolą Polski w świecie, głosuj na Jarka!

3. Jeśli jesteś dumny, że mieliśmy Naszego Papieża Polaka, bo był Polakiem, głosuj na Jarka!

4. Jeśli uważasz, że Ci którzy mają pieniądze, prawdopodobnie zdobyli je na przekrętach, głosuj na Jarka!

5. Jeśli wiesz, że nie masz pieniędzy dlatego, że zostałeś oszukany przez tych z powodu czwartego oraz, że zawsze miałeś w życiu pecha i po prostu „nie udało ci się”, głosuj na Jarka!

6. Jeśli bliskie Twemu sercu są ideały socjalistycznego rozdawnictwa i uważasz, że coś Ci się należy od państwa tylko dlatego, że się urodziłeś, głosuj na Jarka!



7. Jeśli słowa „prywatyzacja”, „liberalizm” to dla Ciebie synonimy odpowiednio  „złodziejstwa” i „rozpusty”, głosuj na Jarka!

8. Jeśli wolisz poświęcać czas na budowę muzeów, pomników oraz edytowanie podręczników historii zamiast skupiać się na wyzwaniach czekających Polskę w bliższej i dalszej przyszłości, głosuj na Jarka!

9. Jeśli boisz się gejów i masz ultra&#45;konserwatywne poglądy na wszystko na co można mieć poglądy, głosuj na Jarka!

10. Jeśli przedmiotowo traktujesz rodzinne tragedie, koalicjantów, kościół katolicki, a ostatnio polubiłeś Rosję, zomowców i zbrodniarzy komunistycznych, których 2, 5 i 10 lat wcześniej nieustannie opluwałeś, głosuj na Jarka!

11. Jeśli uważasz, że rolą prezydenta jest obrażanie wrogów Polski sprzed 60&#45;ciu lat i włażenie w dupę prezydentom państw, które też nie lubią Rosji zamiast uprawienia dyplomacji w jej standardowej, nudnej, długodystansowej formie, głosuj na Jarka!

A tak w ogóle to&#8230; wypierdalaj w podskokach do urny! No już, hops&#45;hops!</description>
      <dc:subject></dc:subject>
      <dc:date>2010-07-02T09:29:03+00:00</dc:date>
    </item>

    <item>

      <title>Ostatnia cofka</title>
      <link>http://www.dziwnetabletki.com/index.php/teksty/madness/ostatnia_cofka/</link>
      <guid>http://www.dziwnetabletki.com/index.php/site/ostatnia_cofka/#When:14:02:11Z</guid>
      <description>Opornie, ale jednak, doroślejemy. Dorzucam więc i swoje 3 grosze. Nie ukrywam jednak, że &#45; w moim wykonaniu &#45; będzie to w pewnym sensie waluta nowa. Ale po kolei...City Vomiters, czyli zarzygajmy cały świat!
Ze względu na fakt, iż projekt ten konsumuje cały mój wolny czas od kilku lat &#45; co widać po codziennych update&#8217;ach strony, materiałach audio&#45;wizualnych i wielkim poruszeniu na forum &#45; postanowiłem zarzucić tym szitem&#8230;

A tak poważnie, to pomysł prześcignął czasy, w których powstał, czyli, innymi słowy, był zwyczajnie idiotyczny! 

I tak miało być. Chciałem sobie i bóg/szatan/gaja* jeden/jedna wie komu udowodnić, że w necie wszystko przejdzie i że wszystkiemu można nadać powagę i rangę czegoś wzniosłego, dorabiając odpowiednią filozofię. A że do tego od zawsze mój żołądek był raczej dość chętny do wyrzucania z siebie zawartości przez otwór gębowy (a czasami też przez nos), to nietrudno było sobie z czegoś tak prostego uczynić hobby, czy też wręcz misje &#45; choćby zupełnie dla bardzo specyficznie pojętej tzw. &#8220;beki&#8221;.

No ale &#45; jak już zdążyłem przywyknąć &#45; moje żenujące poczucie humoru cieszy jedynie mnie, Frankiego i może jeszcze w porywach kilka zaledwie osób. Ta swoista niszowość mojego humoru nie jest wcale powodem zarzucenia projektu City Vomiters. Owszem, jako próżny, przeintelektualizowany jedynak jestem spragniony poklasku i popularności, ale nigdy nie łudziłem się, że cokolwiek takiego uda się mi zyskać opisując humorystycznie czyjąś &#8220;cofkę&#8221;. Zadecydował zatem fakt, iż z grona ludzi prychających śmiechem ze względu na prychanie rzygami odpadł jeden zasadniczo najważniejszy zawodnik – a mianowicie ja sam. Jakoś mnie to już przestało bawić. Może dlatego, że i haftuje rzadziej, a jeśli już, to wcale mnie to tak nie zaskakuje&#8230; 
Zatem R.I.P CV! Czas spuścić te rzygi w klozecie! Na dobre.

Zryte Berety &#45; Komandosi DewiacjiDla niekumatych, czyli pewnie większości: nawiązując do amerykańskich Zielonych Beretów.

Mój kącik szaleństwa i dewiacji dla wielu, jeśli nie większości Czytelników DT, stał się stale omijanym fragmentem. Gorszyłem, śmieszyłem, częściej jednak żenowałem, straszyłem (sic!) i nudziłem. Wiele razy pytałem sam siebie: &#8220;po co?”&amp;nbsp; – wpisując się w chór wielu mych zniesmaczonych znajomych bliższych i dalszych.

Wiem, że mało Was to obchodzi, ale i tak zmierzę się dziś z tym zagadnieniem, w ramach odnowy DT jak i mej własnej odnowy duchowej.

Otóż taplając się w tych wszystkich wydzielinach, którymi ociekały Zryte Berety, chciałem pozbyć się toksyn i oswoić własne demony. Ot, taka autoterapia (nie mylić z urynoterapią), połączona ze swoistym emocjonalnym ekshibicjonizmem. Niemniej jednak w tych tekstach zapędzałem się daleko poza moje własne granice, chcąc niejako sprawdzić jak można spojrzeć na pewne kwestie z pozycji odmiennej, bardziej ekstremalnej. Sondowałem moje własne poglądy – ich jakość, klarowność, pewność – częstokroć wprost im zaprzeczając, atakując je&#8230; Prowadziłem w Zrytych Beretach swoistą szermierkę pseudointelektualną ze sobą samym – jakkolwiek dennie i enigmatycznie to brzmi. Mieszałem więc w głowie sobie, moim znajomym i bliskim, a także obcym – wszystkim chcącym wyrobić sobie zdanie na poruszane tematy lub np. na temat mój.

Chciałem też pokazać Wam, że w każdym siedzi coś mrocznego, co można skrywać pod płaszczem iluzji wszelakiej. 
Dla wielu z Was byłem sympatycznym luzakiem, który – niczym dobry wuj – doradził, pokrzepił w prywatnych rozmowach&#8230; W Zrytych Beretach wizerunkowi temu przeczyłem, wprowadzając często w konsternację.

A prawda leży pewnie pośrodku. Marny ze mnie dobry wuj, a jeszcze marniejszy zwyrol. Czasem zwyczajnie znudzony i sfrustrowany ze mnie Polaczek z kompleksami, a innym razem zupełnie zadowolony z siebie i swoich ograniczeń kolo. Ale to nic nowego, prawda? Nic odkrywczego&#8230; Maski konwenansów kryją prawdziwe &#45; często szkaradne oblicza. A prawda jest taka, że codziennie – na ulicach polskich miast i miasteczek – mijamy kilkuset niewinnie wyglądających popaprańców, którzy czytając Zryte Berety zanosiliby się śmiechem na myśl o mojej nieudolności i zwichrowanej nieco fantazji, zatapiając się w swoich malowniczo zdeprawowanych, hardcore&#8217;owych, prawdziwych wspomnieniach. Mijamy też każdego dnia wielu pozornych bad&#45;ass&#45;motherfuckerów, których spokojnie zaprosić można na pączki u Dziadka Lucjana&#8230; 

Konkluzja: nic na siłę. Na szczęście świat to nie tylko wszechobecna kupa, krew, sperma i rzygi itd. Dlatego liczę, że moi szanowni Koledzy i Koleżanki z Universum DT zechcą dodać do tego świata nieco więcej wymiarów i barw. Pozostawmy więc czerń i biel (z dominacją szatańskiej czerni) Frankowi. Np. Frankowi Millerowi&#8230;</description>
      <dc:subject></dc:subject>
      <dc:date>2010-05-18T14:02:11+00:00</dc:date>
    </item>

    <item>

      <title>Too Hood 2 Be Hoolywood &#45; whut da fuck?</title>
      <link>http://www.dziwnetabletki.com/index.php/teksty/franki/too_hood_2_be_hoolywood_recenzja/</link>
      <guid>http://www.dziwnetabletki.com/index.php/site/too_hood_2_be_hoolywood_recenzja/#When:20:43:44Z</guid>
      <description>Kiedy czarnuch nagrywa 11&#45;stą solową płytę, kroczy po cienkiej linie odzielającej bycie kompletnym idiotą od muzycznego geniusza. Statystyka oraz codzienna obserwacja każą poprzeć raczej tą pierwszą tezę.A tu suprise: raper B.G. nie podpada mi pod żaden z tych dwóch typów. 
O chuj więc chodzi..?

Nie mydlmy oczu. Twórczość B.G. to muza tylko dla ludzi, ktorzy siedzą w hip&#45;hopie po końcówkę fiuta lub kompletnych bezmózgów, którym w gruncie rzeczy wszystko jedno czego słuchają, byle było pierdolnięcie (bo tylko ono się liczy). Reszta ludzi może zlać tą mini&#45;review strugą orzeźwiającego moczu. Jeśli kojarzycie i jarzycie ryj na takie klasyki jak Back That Ass Up i Bling Bling, to jesteście w domu. Jeśli nie, to wypierdalać, odrobić zadanie domowe i ewentualnie grzecznie wrócić po naganę naganiaczem.

&#8220;Pożyczając&#8221; z torrentów kolejną płytę zazwyczaj po jednokrotnym wybiórczym przesłuchaniu szybko pozbywam się jej w zero&#45;jedynkowych czeluściach piekielnych Windowsa. Album Too Hood 2 Be Hoolywood okazał się największym zaskoczeniem ostatnich miesięcy, bo nie dość, że nie trafił pod klawisz delete to jeszcze zagościł w mojej stałej playliście.

Murzyny związane z formacją Hot Boys przez ostatnie lata siedziały w wielkiej, czarnej dupie. Wpełzy do niej jeszcze długo przed tym jak Katrina zdecydowała się sprawdzić co słychać na ich nowoorleańskiej dzielni Magnolia.&amp;nbsp; Wyjątkiem niechlubnie potwierdzającym tę regułę jest Lil’ Wayne, który wypuszcza więcej gównianych kawałków niż nagrywa, co samo w sobie zasługuje na pewnego rodzaju uznanie. Reszta niggerów wydaje kolejne słabe płyty na jedno kopyto. Do tej pory przedmiot tej recenzji równie idealnie wpasowywał się w ten smutny schemacik.

Jednak na nowym krążku B.G. osigąnał sukces: zawarł nieposkromionego, dzikiego ducha Hot Boys w oryginalnym – na ile to było możliwe &#45; brzmieniu, które nie wywołuje skrętu kiszek, a wręcz zachęca do bałnsu. Muzycznie Too Hood 2 Be Hoolywood stoi głęboko w najlepszych latach świetności czarnuchów z Nowego Orleanu czerpiąc jednocześnie świeżość ze strumienia teraźniejszości. Co cieszy, to fakt, że producenci bitów sprawnie odcinają się od najgorszych i najpopularniejszych panujących aktualnie w hip&#45;hopie trendów, które wprowadziły ten gatunek po strzechę nastolatków&#45;polucjantów  i czytelników Pudelka (czyli praktycznie każdego z nas).

Te skomplikowane zdania mają na celu przekazać jedną prostą prawdę: to gówno gra i buczy jak trzeba, a gorące cykacze wprawiają okoliczne cycki w ruch!
I właśnie o to chodzi, dzifffkoooo!

Jedyne o czym warto zapomnieć to analiza przesłań i treści zawartych w liryce. Tematyka od lat pozostaje bez zmian: blingi, dupy, cash&#45;money, felgi, gangsta, dealerka, uznanie na dzielni – znamy to wszystko i przymykamy na to zaćpane tanim crackiem oko, bo chuj nas obchodzi okrutnie prostolinijne życie w getcie i w gruncie rzeczy traktujemy je jako hip&#45;hopowy sztafaż. Ważne jak to wszystko zostaje podane w formie muzycznej, bo to nie Mos Def, Wyclef Jean, ani inny czarny chuj z przesłaniem. No a już wiecie, że zostało podane bardzo dobrze. Zachęcam więc śmiało do wzmożonej konsumpcji nowego gówna B. Gizzle wszystkich wtajemniczonych w klaskanie pośladkami w rytm bałnsujących cadillaców. 

B.G. nie pozostaje gołosłownym w „byciu prawdziwym” – pod koniec ubiegłego roku świnie (z polskiego &#45; psy) zgarnęły go na rutynowej kontroli za posiadanie w pojeździe nielegalnej broni w liczbie trzech (3) sztuk. Pozostaje liczyć, że w więzieniu będzie mógł rapować o czymś więcej niż twardym  kutasie swojego „homie” z celi. Jak myślicie, czy jego pradziadkowie zaciągając się z fifki  i spoglądając na ziemski padół z bawełnianych pól Valhalli są dumni ze swego potomka?


Dat’s whut ima talkin bout!</description>
      <dc:subject></dc:subject>
      <dc:date>2010-05-04T20:43:44+00:00</dc:date>
    </item>

    
    </channel>
</rss>
