
![]() |
![]() |
|
|

| Zryte Berety fotka.pl vs. nasza_kurwa_klasa.pl |
![]() |
||
| Portale społecznościowe nie są wcale nowym wynalazkiem. Jest ich aktualnie cała masa i każdy - nawet największy zjeb - znajdzie coś dla siebie. |
|||
|
Niektóre zdają się być wyjątkowo silnym magnesem dla niedorozwojów wszelakich. Inne są
zwyczajnie papierkiem lakmusowym, który czytelnie ukazuje czy i ewentualnie jak bardzo
powszechne jest w społeczeństwie zjawisko szeroko pojmowanego zrycia beretu. I tym
dwóm aspektom postaram się dziś przyjrzeć. Aby wczuć się w klimat, polecam następujące elementy:
Odkąd pamiętam, byłem ciekawskim skubańcem. Już w dzieciństwie zaglądałem wszędzie i pakowałem łapy w każdy zakamarek - nawet jeśli śmierdział kaką. Stąd nie powinno dziwić, że fotka.pl przyciągnęła i mnie. Jako że mam naturę socjo-psychloga (socjopaty i psychola także), staram się zrozumieć różne kulturowe fenomeny, którym poddaje się społeczeństwo (np. jaranie się czeskim kiczem o jakimś Ziomie z bagien). Wreszcie - jestem też wygodnym sukinsynem i uważam za frajerstwo niewykorzystywanie nowinek technicznych w codziennym życiu, np. w zawieraniu kontaktów interpersonalnych, zwanym w niektórych kręgach "wyrywaniem lach/mięcha" czy też "polowaniem na bezpańskie suki". No, to poniekąd usprawiedliwiłem się przed najbardziej konserwatywnymi zwyrolami, którzy jednak i tak mi nie wybaczą, że wpisałem się w ten festiwal kiczu oraz intelektualnej płycizny... Ja jestem jednak zadowolony, bo poznałem w ten sposób sporo ciekawych, wartościowych i w jakiś sposób zrytych osób. Co jednak wcale nie przeszkadza mi grzać z tego gównianego internetowego nowotworu. Kicz i spłycenie wprost emanuje bowiem z fotki. Co więcej, leży u jej filozoficznych podstaw. Chujowy design serwisu, jego "idiotproof" doskonale ukazują jaki jest target twórców. Chodzi o baranów obu płci, skoncentrowanych przede wszystkim na sobie i do tego z dość ograniczonym poczuciem estetyki. Osoby nie spełniające tych jakże wyśrubowanych wymagań dawno juz zaistniały bowiem w innych sferach cyberprzestrzeni - konstruując choćby swoje własne stronki internetowe (wykorzystując Fontpage'a lub - wersja mega-hackerska - Pajączka). Zatem fotkowicze - jako dość homogeniczne grono internautów - skupiają się na sobie, a także na średniej. Dopłacając prawdziwym hajsem (a nie tymi banknocikami z Monopoly), zwiększają kiczowatość i tak już wystarczająco zjebanego serwisu, dobierając własnemu profilowi wymyślne - niczym moje rzygi po zjedzeniu sałatki warzywnej - barwy i układ zdjęć, a także zyskując możliwość skrytego przeglądania innych profili oraz możność umieszczenia kolorowych gwiazdek przy swoim nicku (np. "Napalona_sunia_23"). Są też quizzy, klany i forum, wspaniale ukazujące wyżyłowany - niczym Fiat 126p po tuningu - poziom intelektualny fotkowiczów.
Ależ o czym ja znowu pierdolę? Przecież w fotce chodzi o mięcho, a nie o jebany przeintelektualizowany bełkot. Od biedy, dla tych bardziej "mondrych", jest zakładka "o mnie", gdzie można wjebać własny wiersz (zazwyczaj biały), motta, manifesty polityczne i inne kupy, albo zwyczajnie pójść na skróty i zaznaczyć z gotowych list cechy charakteru, preferencje kulinarne oraz inne opcje. Wklejając jakiś txt rzewnej piosnki - np. w części pt. "wymarzony partner" uchodzić można nawet za prawdziwego romantyka, zadając kłam obiegowej opinii, iż fotka jest tylko po to, by się masturbować przed ekranem lub - w najlepszym wypadku - ustawiać się na ruchanie... Wracając do ocen - praktycznie skalę od 1 do 10/11 można z powodzeniem zastąpić dwoma ocenami: "do wyjebania" i "nie tykać nawet kijem w izolacji". Seksualne skojarzenia nie są tu wcale wymysłem mojej chorej psychiki. Otóż większość osób na fotce (dziwnym trafem największe rozeznanie mam względem młodych dam) pozuje w dość specyficzny sposób, eksponując te przymioty, które jednoznacznie kojarzą się z seksem. I ma to zazwyczaj miejsce w przedpokoju, salonie, sypialni, obok spiżarki lub w innych chujowych lokacjach. Wypinanie dupska, opieranie się o ściany, tarzanie się po podłodze, układanie ust w pozycji na tzw. "wary obciągary" to podstawowe prawidła lansu na fotka.pl. Nagie torsy, eksponowanie kiczowatych dziar, wszechobecny żel, cekiny, kozaki, foty ze spędów bydła (zwanych potocznie dyskotekami) to także istotne akcenty, bez których nie prawdziwy fotkowicz obejść się nie może. Z kolei Nasza-klasa od samego początku wydała się mi ciekawą inicjatywą, wręcz wartościową. Jednakże spodziewałem się, że zejdzie na psy, jak tylko stanie się zbyt popularna , a wykończy ją internetowa anonimowość. AbstraCHUJąc od mojej żądzy rozpierdolenia większości ludzi z mojego LO, uważam, że opcja spotkań z ekipą, z dawnych lat jest zajebista. Takie swoiste "Back to the primitive" jest wskazane raz na jakiś czas, coby wiedzieć skąd się idzie, gdzie się jest i dokąd się zmierza... However, z drugiej strony zdawać sobie należy sprawę, iż nie wróci już młodość, picie jabola w parku, ogniska nad rzeka, obmacywanie się na koloniach, palenie w szkolnych ubikacjach... To se kurna, nie vrati... Zatem proszę całą rzeszę mężów i ojców, znudzonych małżeńskim kieratem, coby nie podniecać się wynalazkiem, jakim jest net i możnością odnalezienia za jego pośrednictwem dawnej koleżanki z IIIB, która siedząc w samej li tylko spódnicy na przerwach, w ciemnym kącie obok szatni gościnnie rozchylała nogi, rumieniąc się nieco... Jeśli chcecie zdradzać, nie ubierajcie tego w pozory szkolnych zlotów absolwentów. Idźcie lepiej na kurwy, płaćcie i wymagajcie! A Wam, Drogie Żony i Matki Polki - zniesmaczone piwnymi mięśniami Waszych lubych - sugeruje zakup porządnego dildo lub skok w bok z kumplem z pracy niźli meetingi z dawnym chłopakiem z IVE, którego kutas zapisał się w Waszej pamięci tylko dlatego, iż na którejś z wycieczek szkolnych był on pierwszy w życiu - widziany z tak bliska, tak długo i przy dziennym świetle... Nie upodobniajcie się do Waszych dzieci, przesiadujących na fotce.pl i ustawiających się na ruchanie via GG. Im jeszcze można bowiem wybaczyć, bo maja za mało mózgu i za dużo możliwości. Wracając do moich własnych demonów i naszej-klasy, wkurw mnie ogarnia:
Nie zamierzam nikogo namawiać do bojkotowania czegokolwiek. Bądźcie tylko świadomi w jakim gównie uczestniczycie. No i nie dajcie sobie ryć beretu. I tak pewnie macie pogięte dekle, skoro to czytacie na DT. BTW - pierwsza osoba, która mnie wytropi na fotce, dostanie ode mnie włosy łonowe w woreczku. W sam raz na sztuczne wąsy lub szczoteczkę do zębów. |
![]() |
![]() |
![]() |
||
| Warszawski lot | ||
|
Przystanek tramwajowy jest pięć minut od "Ygreka". Jeszcze jasno, jedziemy do mnie. Shit, zapomniałem dorzucić się na napiwek. Cóż, i tak obsługa nie była wyjątkowa. Mijamy skrzyżowanie ze Słowackiego. Tramwaj sunie praktycznie przez nieustanny plac budowy. Za zaparowanymi oknami piętrzy się szkielet Galerii Bałtyckiej. Jeszcze jedna świątynia sformatowanych do kolekcji. W takim tempie budowy ilość malli szybko zrówna się liczebnością z gdańskimi kościołami. To będzie niezły wynik. Od razu wpadam na błyskotliwy temat następnego tekstu: "Upadek wartości moralnych w skomercjalizowanym świecie". Starzy ludzie to kupią, gazeta wydrukuje, księgowość zrobi przelewik. - Złote Tarasy to to nie są. - kolega kwituje widok wyrywając mnie z krainy marzeń na ziemię. - Ale pewnie na tutejsze potrzeby wystarczy. Dojeżdżamy, wychodzimy, Tarzan odpala fajkę. Po drodze zahaczamy nocny, choć jeszcze dzień. Jako gospodarza, spotyka mnie zaszczyt postawienia flaszki. Chęć oszczędzenia 3 złotych przegrywa z perspektywą wąchania zasadniczo niemytych ciał klientów Biedronki. Na lepsze jedzenie i kosmetyki może nie starczać, ale na chlanie - nigdy w życiu. Wybieram Żołądkową Gorzką miętową. A co. Okazuje się, że wyszedłem już z gotówki, więc w ruch idzie plastik. - Nie można płacić kartą. - znudzony sprzedawca w sportowym odzieniu odrywa na sekundę oczy od TV i z wprawą godną alfonsa odziera mnie z resztek godności. Posyłam w kierunku Tarzana przepraszająco-pytające spojrzenie. - Oddam... - E, spoko. - wyjmuje z portfela kilka stówek i mrucząc - Gdzie są te drobne...? - wyłuskuje 50 złotych. Z ryja sklepikarza-dresiarza znika na moment wkurw, wrzuca kasę pod ladę i wydaje resztę. Wychodzimy, a idiotyczny elektroniczny brzęczyk informuje o tym fakcie pół dzielnicy. - Naprawdę sorry - kontynuuję zażenowany. - Mówię, że spoko. Ale chyba nie wyciągasz za dużo z tej swojej pisaniny, co? Tu mnie ma. - Jakoś wiążę koniec z końcem. - mamroczę pod nosem. - No, a ja ciągnę na rękę 9 tysi. - Czego? - Tysi. - Aha. - przyznam, że czuję w środku lekkie ukłucie zazdrości. W końcu chodziliśmy do tego samego liceum i w ogóle... Jesteśmy już w windzie, więc wciskam guzik na ósme piętro, do mnie. - No to nieźle się zagnieździłeś przez te pół roku. - Ta, pewnie kupimy tam z Myszką mieszkanie. Tu nie ma po co wracać, wie... - Wieś. - wcinam się w pół słowa - Coś wspominałeś. Wódka się chłodzi, muzyka gra, jest niby fajnie. Wchodzimy na naszą-klasę pośmiać się ze starych zdjęć. - Ja pierdolę. Pamiętasz tą imprezkę w Krakowie? - No jasne. Fajnie się wtedy zarzygałem. - I tak dużo ci brakowało do Trypa. Ten to dopiero odpierdolił szopkę. Laski spierdalały, aż miło. Śmiejemy się i polewamy za stare, oczywiście lepsze, czasy. Nie jest nam jednak dane dorwać się do zawartości kieliszków, bo dzwoni telefon. Na szczęście nie mój. Nie mam ochoty tłumaczyć szefowi, dlaczego jutro "może spóźnię się troszeczkę do pracy". - No cześć, Myszko, co tam? - kolega wychodzi do kuchni i zostaję sam. Sam z wódką. Skupiam się na naszej byłej klasie. Niezłe pasztety się porobiły z takich fajnych laseczek. No i wszędzie te dzieci. Boże... - Nie będziesz mi mówić, dziwko, co mam robić! - krzyk dochodzący z kuchni odrywa mnie od monitora - CO?! Nie, sama wypierdalaj! Rozumiesz?! Wypierdalaj do swojej mamusi! - nie zamierzam ingerować w wewnętrzne sprawy Myszki i Tarzana, ale trochę zaczynają mnie te wrzaski wkurwiać. Podkręcam muzę. Niewiele to pomaga. - Chuja mnie obchodzi! Jak będziesz zarabiać, tyle co ja, to pogadamy! Okrutnie się te nasze koleżanki roztyły. Choć w kilku przypadkach chyba warto odnowić znajomość. Ha, tą jedną laskę już prawie kiedyś miałem. Podobno prawie robi wielką różnicę. - Kogo na mnie naślesz?! Nie pierdol! Koty zostają ze mną, nie waż się ich tknąć, dziwko! Cisza, szuranie, idzie. - O co poszło? - staram się wzbudzić w sobie szczere zainteresowanie - A nic, nic... to co, pijemy? - Pijemy. Polewam dwie-trzy kolejki, ale czuję, że dzisiaj to się zbytnio nie zabawię. Dobrze czuję. - Słuchaj, muszę już jechać, problemy w domu itp., zamów mi taksówkę, OK? Nie pamiętam tu numerów żadnych. Zamawiam więc taksówkę. Tarzan wciąga buty, nakłada kurtkę. - A tak w ogóle, to o czym będzie ten twój artykulik? - Nic wielkiego. Piszę o nowej warszawskiej elicie. Chyba mam już materiał.
|
"dzień kobiet". Zapewne wielu z was zapodało kaską w stronę kwiaciarni, no niech już stracę te 4 złote, niech się cieszy dziewczyna, że dzień specjalnie dla niej bozia przygotowała, 24 godziny wyposażone w osobną datę oraz patrona, niech ma bidula, skoro tak lapidarnie wyposażono ją między nogami... |
![]() |
| Jako że nie dostałam nawet ogryzka od bezdomnego psa, sama siebie skłoniłam do refleksji. Na temat feminizmu rzecz jasna - bo co innego pozostaje mi
powiedzieć w tej jakże uwłaczającej mojej kobiecości sytuacji, jeśli nie "jestem feministką, fucked up, fuck off"? W celu zapoznania się z doktryną, kupiłam Gazetę wyborczą, w soboty są Wysokie obcasy, tak w sam raz myślę, między przyjściem z pracy a zrobieniem prania/obiadu/laski można oddać się lekturze i zmienić swoje życie. Simple jewish idea. Na okładce Gretkowska. Normalni ludzie jak się chcą polansowac, zakładają myspace lub piszą bloga, natomiast ona od kilku lat namiętnie fotografuje się ze swoim PARTNEREM w różnych dziwnych aranżacjach, [który wygląda jak model do sklejania, dzięki temu komuś, kto tak idealnie to ujął!], a potem taki przeciętniak jak ja musi to oglądać z zakłopotaniem i na siłę myśleć "ale oni fajni/ładni/nietypowi/zakochani". Widać, że wszystko OK z ich pożyciem [boże..], bo do tandemu dołączyła córka POLA. Jasne, że wolno, połowica piasta miała w końcu na imię Rzepka, czyż nie? My tu sobie śmichy-chichy, zupełnie bezpodstawne, a Manuela pewnie szykuje kolejną MANIFĘ. Zatem czas się rzucić na głębię meritum i w rytm barki płynąc. Hej ho druhowie, kaman! Jak nietrudno się domyślić, Polką 2007 została Manuela Gretkowska. Polka to inaczej najlepsza z Polek [a co na to POLA?]. W peanie/artykule o niej czytamy, iż pochodzi z rodziny inteligenckiej - Manuela już jako płód była zaangażowana społecznie i sama zdecydowała, z jakiej maci się zrodzi. Szkoda, że w fazie prenatalnej podjęła trudną decyzję o ocipieniu - o ileż łatwiejsze byłoby jej życie z dzyndzolkiem między nogami, a tak? To wszystko dla naszego dobra, drogie kurewki. Tenkju.
Pisze biedaczka o jakże ważnych dla przeciętnej Polki sprawach. O seksie. O seksie. O macierzyństwie. O seksie. O dykryminacji. I o seksie. Sądzę, że jej
książki są bardzo nietypowe i głębokie jak dupa Jacykowa oraz także obnażają zaściankowość każdego, kto uważa inaczej, jednak rozpisywanie się na takie
tematy niesie ze sobą duże ryzyko, że prymarna funkcja - edukowania kury domowej - zostanie przyćmiona przez falę ruchańska, a przecież nie o to chodzi, wy
debile ze wsi, którzy nic nie rozumiecie i wasze hobby to rzucanie bochenkiem chleba o ścianę, czekając aż rozpadnie się na kromki!Jednak - kto nie idzie do przodu, ten się COFIE. Manueli znudziło się życie artystki i postanowiła działać. Skoro książki nie zapewnią jej miejsca obok Marcina Lutra, niech będzie to Partia Kobiet. W zasadzie sam pomysł jest dobry i zgodzę się, że w Polsce funkcja kobiety jest bardziej oralna, niż werbalna[co wielokrotnie udowadniacie mi kochani na forum jakże niezbijalnym argumentem "jesteś żadna, i tak bym cię nie zerżnął"]. Postulaty też nie były złe - korespondują z codziennymi sytuacjami, gdy chcąc otrzymać tabletki antykoncepcyjne spotykam się z wykładem na temat mojej zeszmaconej moralności, ginekolog nie zauważa guza na jajniku, po prostu ubzdurałam coś sobie i tyle, natomiast matka domagająca się alimentów na dziecko chce wyłącznie wycisnąć z eksmężusia ostatni grosz. Jednak, co jest irytujące, to forma w jakiej to wszystko jest podane. Dla kontrastu szowinistą '07 został Korwin-Mikke, m.in. dlatego, że nazwał Partię Kobiet "ekshibicjonistkami". Spoglądam na ich plakat - zupełnie nie wiem, o co Korwinowi chodziło. To logiczne, że ugrupowanie nawołujące do zaprzestania przedmiotowego traktowania kobiet, wydaje plakat, na którym działaczki są nagie. Chciały tym wzbudzić zamęt, czy jak, bo nie wiem. I u kogo? Kto jest ich targetem? Manuela kolejny raz popełnia ten sam błąd, który towarzyszy jej prozie - skandal przysłania właściwą treść. Idioci w rodzaju rzeczonego Korwina już do końca będą się czepiać, człowiek inteligentny przejdzie obojętnie rozumiejąc mechanizm, zareaguje czerwonowłosa nastka o głowie pełnej idei, tylko kto słucha takich rozwrzeszczanych debilek? Nie rozumiem paradygmatu działań Partii Kobiet. Simone de Bauvoir w Drugiej płci pisała, że u podstaw praktyk masochistycznych leży nieszczerość. Kobieta, okaleczając swoje ciało, de facto sama sprowadza się jedynie do jego roli. Analogicznie wygląda sytuacja Partii Kobiet. Jak można nawiązywać z nimi rozmowę o zmianie statusu kobiety, ze zbioru przyjemnych otworów, na człowieka posiadającego prawa, skoro działaczki wypinają pupy [ale za to tak, wiecie, w inteligencki sposób], gdzieś tam w tle pohukując programem? Zasadniczym problemem ugrupowań/wydawnictw o profilu feministycznym jest brak jednolicie zdefiniowanej grupy odbiorców. Obok wywiadu z Manuelą pojawia się sesja z użyciem kosmetyków Pupa, Lancome, które są wręcz niskopółkowe dla przeciętnej czytelniczki. Manuela natomiast mówi, że "w tworzeniu partii pomagają jej wiejskie sąsiadki: inteligentka, gospodyni, bezrobotna". OMG, do kogo ona to pierdoli i po co? Albo dwustuwyrazowy felieton Joanny Sokolińskiej - od mamy trójki dzieci do mam trójek dzieci. Z każdym tygodniem głupszy, ale wciąż 200-wyrazowy. Czy tego się chce czy nie u odbiorcy działa czynnik wypierający - forma jest tak niespójna i irytująca, że meritum idzie w zapomnienie, chce się rzucić tą gazetą i zostać szowinistką, skoro te feministki to takie wkurwiające idiotki. Lubię nabijać się z Manueli, gdyż jest to proste i nie wymaga za dużo intelektu. Z jednej strony, same są sobie winne, przez takie bzdurne potknięcia. Z drugiej - niczego lepszego nie wymyślono. Pochwalam ich zryw, fajnie. Oczywiście, że w trochę debilny sposób, ale to przecież tylko kobiety i dzięki plakatowi łatwo im dowalić, że ekshibicjonistki, nie trzeba nawet czytać manifestu, bo pomysł na deprecjację nasuwa się sam. Zatem - jesteście żadne, i tak nic z waszego kurwienia. Ja też jestem żadna i po przeczytaniu mojego tekstu wciąż nie będzie chętnych na penetrację mego krocza, a tak w ogóle to bez sensu. Mimo to, wesołych świąt. [tu idą żarty o malowanych jajkach] ![]() |

|
|
|
|
|
|
|